sobota, 28 czerwca 2014

27. Strach+nienawiść


 Ross
Po ciuchutku otworzyłem drzwi i wślizgnołem się do sali. Były tam dwie pielengniarki i Laura. Siedziała na łóżku wpatrzona w okno. Wyglądała normalnie, jak zwykle pięknie, tylko na piliczku miała opatrunek. Podeszłem i usiadłem na krześle obok lóżka. I wtedy przypomniała mi się tamta scena. Nieprzytomna Laura w moich ramionach. I tak krew, która była wszędzie. Na samą myśl przeszedł mnie dreszcz. Laura nawet się nie odwróciła. Tak jakby mnie nie było. Otworzyłem usta chcąc coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zatrzymałem się. Co ja jej powiem? Powiem jej, że wszystko będzie dobrze? Że złapią tego idiote. Że... jest już bezpieczna. Ale przecież musze coś powiedzieć. Podniosłem głowe i ponownie spojrzałem na Lau. Nadal siedziała bez ruchu. Po jej policzku spłyneła łza. A we mnie coś, coś pękło.
- Laura...- w końcu się odezwałem. Ale ona ani drgneła. Położyłem dłoń na jej dłoni. I wdedy się poruszyła, ale nie tak jakbym chciał. Zamaszystym ruchem wyrwała ręke spod mojej i przyłożyła ją do ust. Zamkneła mocno oczy jakby chciała powstrzymać łzy. I wtedy do mnie dotarło. Laura sie mnie boi! Boi się mnie! Swojego przyjaciela! Otworzyłem szerzej oczy. Czułem, że zaraz wybuchne, ale Ness weszła do sali. Spuściłem głowe. Starsza Marano podeszła do Lau z drugiej strony łóżka i usiadła na nim. Chwyciła ją za dłoń, a Laura jakby ożyła.
- Laura, jak się czujesz?- zapytała, ale nie uzyskała odpowiedzi. Ness zaczeła zadawać kilka pytań, na które jej siostra odpowiadała krótkim tak, albo nie. A ja? Ja nadal byłem dla niej niewidzialny, jak powietrze. Jakby mnie nie było. Podniosłem głowe. Patrzyła na mnie. Ale inaczej. Inaczej niż zawsze. Ze strachem, cierpieniem, nienawiścią. Siedzieliśmy tak wpatrzeni w siebie.
- Ross, moge poprosić cię na słówko.- zapytała mnie Ness. Ocknołem się i posłusznie wyszedłem z sali za Vanessą. Na korytarzu siedzieli Riker, Rocky, Ell, Rydel i Rani. Wszyscy energicznie nad czymś dyskutowali.  Razem z Ness dołączyliśmy do kółeczka.
- Okej, rozmawiałam z lekarzem i powiedział, że fizycznie wszystko z nią dobrze. Ale jak pewnie zauwarzyłeś Ross, gorzej jest z jej psyhiką. Laura boi się dotyku, boi się mężczyzn. Podobno nie dała się zbadać dopóki nie przyszła pani doktor. Lekarz polecił nam dobrego psyhologa.- mówiła zaciągając rękawy czarnej bluzki.
- O czym ty mówisz!? Lau nie jest wriatką!- zaczołem krzyczeć.
- Nikt nie mówi, że jest wriatką! Ale czy odezwałł się do ciebie?- Ness zadała mi pytanie, które zabolało. Kiwnołem przecząco głową. Starsza Marano powiadomiła nas o tym, że zadzwoniła po poleconego psyhologa. Zaczeliśmy rozmawiać o stanie Laury, gdy przyszła policja.
- Pan Ross Lynch i Vanessa Marano?- zapytał jeden z policjantów wskazując na naszą dwójke. Potwierdziliśmy. - Zapraszamy na przesłuchanie.- powiedział drugi. Zdecydowaliśmy sie, że ja pójde pierwszy.

        *********

Zaprowadzili mnie w pustej szpitalnej sali i posadzili na krzesło. Pierwszy z nich usiadł na biurkiem, a drugi sie o nie oparł. Kazali mi opowiadać dokładnie co się wtedy zdarzyło.
- A więc. Przyszedłm do domu Marano. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłem ja ponieważ Laure bardzo bolała głowa. Zdziwiłem się, gdy w drzwiach zobaczyłem Casydy. Chciała porozmawiać z Lau w cztery oczy, dlatego wyprosiły mnie z salonu. Gdy wróciłem zastałem płaczącą brunetke. Okazało się, że Casydy przyszła powiedzieć, że spała z chłopakiem Laury Mattem. Nawet pokazał jej zdjęcia. Lau była rozpaczona. Wyszła z domu, a ja z moim rodzeństwem wróciliśmy do siebie. Około 23 Ness zadzwoniła i poprosiła, żebyśmy poszukali Laure, a ona zostanie w domu gdyby wróciła. Ja i moi dwaj bracia Rocky i Riker zaczeliśmy jej szukać. Błądziliśmy po mnieście jakieś 20 minut, aż usłyszeliśmy krzyk. Szybko pobiegliśmy w jego strone. W jednej z uliczek zobaczyliśmy dwie osoby. Jedna trzymał drugą. Na nasz widok puściła ją i zaczeła uciekać. Riker i Rocky zaczeli gonić tego kogoś, a ja sprawdziłem czy Laura oddycha i zadzwoniłem na pogotowie. Następnie pojechałem razem z nią do szpitala.-
- Dobrze. Niech mi pan jeszcze powie jakie były stosunki Casydy z Laurą?- zapytał jeden z policjantów zapisując coś w notatniku.
- Nie rozumiem. Co wspólnego ma to z gwałtem na Lau! Myśli pan, że Casydy i ten dresiarz są jakoś powiązani?-
 - Prosze nie krzyczeć, tylko odpowiedzieć na pytanie.-
- Raczej się nie kumplowały. Aż do tej sparwy z Mattem, nie miały ze sobą nic wspólnego.-
- Dobrze, dziękujemy. Jak będziemy mieli jeszcze jakieś pytania to damy znać.....

     Narrator
Riker, Rocky, Rydel, Ell, Rani i Ness z niecierpliwością czekali na diagnoze pani psyholog, która właśnie rozmawia z Laurą. Boją się, martią się. Rydel z jednej strony cholernie zamartwiał się, ale z drugiej ej no! Przecież całował się z Ell'em! Rikerowi było szkoda przerażonej Ness, która jak zawsze chowała swoją delikatność za grubą warstwą dobrego aktorstwa. Rocky podszedł do siostry i zaczą wymachywać jej palcem przed nosem. Ta spojrzała na niego jak na idiote.
- Widziałem.- wyszeptał podekscytowany.
- Nieeeeee rozumiem.- powiedziała odpychając jego dłoń sprzed twarzy.
- Widziałem jak się całowaliście.- zaczą się śmiać- Tak na przyszłość ściana na góże jest ze szkła i dzięki temu mogłem wszystko zobaczyć. Wyglądaliście tak słodko. Jak dwa słodziaśne kotki. Ale buraka strzeliłaś.- mówił przez śmiech.
- Wow nie wiem czym jestem bardziej zadziwiona. Faktem, że pomyliłeś własną siostre z jakąś całującą się dziewczyną. Czy tym, że od czasu Californi nie widziałm u ciebie tylu emocji, jak teraz.- otworzyła oczy ze zdziwienia.
- Hahahaha mnie nie oszukasz. Widziałem was.- Rydel już miał się mu odszczekać, ale w tej chwili pani psyholog wyszła z sali Laury. Wszyscy podbiegli do niej.
- Dobra wiadomość jest taka, że Laura za trzy dni będzie mogła opóścić szpital. Natomias zła... Laura nie chciał ze mną współpracować. Myśle, że wszystkie swoje emocje przełożyła na nienawiść nie tlko do gwałciciela, ale do całego świata i do was....-
*****************************************************************
Jakoś wymęczyłm ten nudny rozdział. No, ale od dziś WAKACJE <3
Następny rozdział w piątek.


piątek, 20 czerwca 2014

26. Akcja+pocałunek

Przeczytajcie notke pod rozdziałem!


Ross zamarł, tak jak wszyscy. Cała szóstka- bez Rydel, bo gdzieś poszła- zebrali się w kółko.
- Czy wy też nie rozumiecie co się stało?- zapytał Riker.
- Policja przyjechała!- powiedział Rocky.
- Dlaczego Lau nie chce mnie widzieć?- dopytywał Ross.
- Gdzie jest Rydel.- rozglądał się Ell. Zrobił się dziwny gwar, aż w końcu Ness nie wytrzymała.
- STOP!!!- zastała cisza- Uspokujcie się! Pomożemy Rossowi spotkać się z Laurą i nawet mam pomysł.- wszyscy spojrzeli na nią ze znakiem zapytania. - Rocky ty zagadasz policje, Riker ty swoich rodziców. Ell ty pójdziesz poszukać Rydel i powiedz jej, że Laura się obudziła. Ja porozmawiam z lekarzem, a w tym czasie Ross niezauważalnie, podkreślam niezauważalnie przemknie się do sali. Zrozumiano?-
- Tak!- krzykneła cała czwórka. Rocky wraz z Rikerem podszedł do policjantów rozmawiających z państwem Lynch.
- Dzień dobry! Chciałbym złożyć zeznania w związku z tą sprawą.- powiedział brunet.
- Starszy Aspirant Carter i Breis, a pan to?-
- Rocky Lynch.-
- Dobrze, a więc zapraszam za nami.- odwrócili się i ruszyli w strone windy. Rocky oczywiście za nimi po tym jak pokazał Ness i Rossowi "OK" kciukiem. Riker podszedł do rodziców.
- Mamo, tato Laura się obudziła.- powiedział z uśmiechem.
- Tak?! Naprawde!? Jak ona się czuje!?- zapytała Stormie.
- Ness rozmawia z lekarzem. Pomyślałem, że może pojedziemy do domu Marano i przywieziemy pare rzeczy dla Laury, Ness nas poprosiła.- powiedział gestykulując dłońmi.
- Dobrze, jedźmy.- Mark wyciągną kluczyki z kieszeni.
- Ja zostane.- Storme usiadła na krześle.
- Nie! Mamo są rzeczy na przykład bielizna, których ja nie wezme. Ani ja ani tata.- powiedział czerwieniąc się. Kobieta westchneła. Założyła torebke na ramie rzuciła krótkie "To jedźmy" i znikneli za ścianą. Gdy nie było już ich widać Ross ruszył w strone sali. Tylko przy drzwiach zerkną kątem oka na rozmawiającą z lekarzem Ness i wszedł do sali.
W tym samym czasie starsza Marano była zajęta konwersacją z doktorem.
- Prosze pana czy z Laurą na pewno jest wszystko dobrze?- zapytała nie mając pojecia na jaki temat zagadać lekarza.
- Fizycznie, wszystko w normie. Jest rana na policzku, ale nie groźna. Gożej z jej psychiką.-
- Psychiką...?
       Ell
- Ryde!?- darłem gębe na cały regulator. Już nie patrzyłem na denerwującą starszą panią, która cały cas mnie upominała. Była naprawde wkurzająca. - RYDEL!!-
- Możesz w końcu przestać!!?- zawołała, ta baba. Wcześniej to olewałem, ale teraz miarka się przebrała.
- O co pani chodzi!?- wrzasnołem.
- Dlaczego pan tak krzuczy?-
- Nie słyszy pani, że kogoś wołam.-
-  Nie widzisz, że jesteśmy w windzie!- podrapałem się po głowie.- Jesteśmy tu tylko ja, ty i mój wnuczek!- wskazała na małego, grubego i piegatego rudzielca. Na jego widok, aż mnie dreszcz przeszedł.
- Niech pani nie wypuszcza tego potworka z domu, bo ludzie na ulicy pomyślą, że rudowłosa Gaga połończyła się z azjatycką gwiazdą porno!- Kobieta zasłoniła małemu uszy. Upss chyba troche przesadziłem, ale serio. Jak Godźilla (napiałm tak jak słysze XD) połączona z dzwonnikiem z Notre Dame. Ughhh.
- Nie wstyd panu?- zapytała.
- Nie. Po co przecież więcej się nie zobaczymy. Niech mi pani uwierzy nie chce więcej widzieć tego widoku.- powiedziałem wskazując na nią. Zauważyłem złość w jej oczach. Ale ja szybko wymknołem się  z właśnie otwierającej się windy. Odwróciłem się i pokazałem jej język.
- Niech Rydel żałuje, że ma za chłopaka takiego....- Dalej nie usłyszałem, ale się ciesze, bo to chyba do najmilszych słów nie należało. Pffft ona myślała, ze ja i Delly, że my razem. Hahahaha. Dobre. Niezły żart, niezły. Wytarłem dłoń, bo o coś się wybrudziłem i dalej szukałem  Rydel rozmyślając. Czy ta durna baba nie słyszała nigdy o przyjaźni damsko-męskiej? Głupsza ode mnie, normalnie. Przecież to by było dziwne. A nawet śmieszne. Ja nic nie czuje do Delly i jestem pewien, że ona do mnie też. A może..... NIE.  Ona tam wyrywa innych idiotów. Dziwnym trafem, każdy z jej kochasiów był totalnym pajacem. Chłopaki mówili, że nawet spoko byli, ale ja jakoś ich nie polubiłem. Mi i Rikerowi. On też mówił, że to debile. W stu procentach sie z nim zgadzam. Szłem tak rozmyślając gdy zobaczyłem blądynke siedziącą na ławce. Wyszedłem ze szpitala kierując się w jej strone. Rydel miała podciągniente kolana pod brode. Trzęsła się z zimna. Zciągnołem z siebie kurtke i nałożyłem jej na plecy. Aż poskoczyła.
- Boże! Nie strasz mnie tak.- powiedziała poprawiając włosy.- zdarzyło się coś nowego?- zapytała z płomykiem nadzieji w oczach.
- Zobaczyłem azjatycką gwiazde porno, starsza pani chce mnie zabić i Laura się obudziła, ale myśle, że najbardziej interesuje  cię ta ostatnia informacja.-
- Naprawde się obudziła!?- krzykneła i rzuciła się na moją szyje. Odwzajemniłem uścisk uśmiechając się. - Jak ona się czuje, co mówią lekarze iiiii czy ty powiedziałeś, że zobaczyłeś azjatycką gwiazde porno?- zapytał patrząc na mnie jak na idiote. W końcu się uśmiechneła. Prawdziwy uśmiech tej ślicznej blądyneczki. Tego mi było trzeba od jakiegoś czasu. Oboje usiedliśmy na ławce. Wtuliła się we mnie. Czułem jak bije jej serce.
- To długa historia. Teraz najważniejsza jest Laura. Lekarz powiedział, że wszystko z nią dobrze i, że spała, bo uderzyła się w głowe.-
- Ufff to dobrze.- powiedział wtulając się mocniej.
        Narrator
Rydel czuła się bezpiecznie w ramionach Ell'a. Jeszcze teraz gdy Laura się obudziła, czuła, że wszystkie nieszczęścia, które im się przutrafiły już odchodzą i nigdy nie wrócą. Powieki już powoli jej opadały, w końcy nie spał całą noc.
- Ej, ej nie zasypiaj zaraz jedziemy do domu.- powiedział Ell.
- Jakie zaraz? Ja tu zostaje z Laurą.- wstała i popatrzyła się na niego dziwnie.
- I tak cię do niej nie wpuszczą. A uwież mi Laura nie chciał by cię widzeć, jak tak wyglądasz.- wskazał na nia.
- Cham!- krzykneł i walneła go łokciem. Oboje się zaczeli śmiać i znów się w siebie wtulili. Popatrzyli się na siebie. Ich twarze dzieliły centymetry. Co sprawił, że Rydel serce biło jak karabin maszynowy.
- Wiesz co?- zapytał Ell -Mam wrażenie, że teraz się wszystko ułoży-
- Tak?- zapytała i się wyszczeżyła.
- Tak.- zmarszczył słodko nosek. W tym momencie Ell poczuł coś dziwnego, coś co Rydel czuje zawsze gdy go widzi. Pomimo mrozu było mu goronco i poczuł coś czego nie czuł nigdy wcześniej. Skończyło się to tak, że zszokowana Delly poczuła jego wargi na swoich. Ell pocałował Rydel. Rocky pewnie powiedzial by " w końcu" albo "nareszcie". Blądynka na początku otworzyła szeroko oczy, ale później je zamkneł i odwzajemnila pocałunek. Ell natomiast nie wiedział co robi. Prawdziwy spontan. Myślał, że powini przestać, ale nie chciał tego. Rękami błądził po jej plecach. Rozkoszował się każdą sekundą. W końcu oderwali się od siebie zaczerpując powietrza. Siedzieli z szeroko otwartymi oczami wpatrzonymi przed siebie.
- Czy my właśnie?- zapytała Rydel.
- Tak.-
- Ale...-
- Tak, wiem.- Siedzieli milcząc jeszcze przez kilka sekund. W końcu oboje zaczeli się śmiać. Aż nie mogli się powstrzymać.
- Dobra, przestańmy.- powiedziala Delly wycierając łze śmiechu.
- Okej, a teraz na poważnie. Jesteśmy dziwni.- stwierdził brunet.
- Okej proponuje zpomnieć o tym incydencie.- zaproponowała blądynka. Ale jak pewnie wszyscy się domyślają nie miał takiego zamiaru. W końcu tak długo na to czekała i teraz miał by o tym zapomnieć?! Hahaaa bardzo śmieszne.
- I właśnie za to cię uwielbiam. Jesteś wspaniałą przyjaciółką!- powiedział i przytulił ją.
- Yyyy Ell? Nie to, że coś ale jakaś starsza baba idzie do nas z dziwną miną.-
- O cholera. Wiejemy!- krzykną chwycił Rydel za dłoń i pociągną w strone szpiatala śmiejąc się. Po jakiejś minucie byli już na drugim piętrze. Zadyszeni i roześmiani.
*****************************************************************
Dziś Rydellington, ale za tydzień już Raura *.* Co tam u was? Jutro nowy odcinek A&A!!! Już nie moge się doczekać!!! Okej, a teraz ważne rzeczy:
-Po pierwsze zachęcam do komentowania jak zawsze ^.^
- Po drugie " otwieram linie" czyli od dziś do jeszcze nie wiem kiedy, możecie zadwać mi pytania dotyczące bloga. (pewnie i tak nie będziecie pytać, bo malo kto komentuje, ale jeśli ktoś ma jakieś pytanie to śmiało pytać!)
- Po trzecie KOMENTUJCIEM BO KOMENTOWANIE MOTYWUJE!!!
- Po czwarte następny rozdział w piątek. Papa! <3


sobota, 14 czerwca 2014

25.Sen+ szok


Laura
Wstałam jak zwykle późno. Pierwsze co zrobiłam, to zerknełam na zegarek. 10:30. Hymm? Jestem głodna. Powoli wstałam i usiadłam na łóżku. Spojrzałam na swój brzuch. Uśmiechnełam się i położyłam na nim dłoń delikatnie masując. To już 9 miesiąc. To już nie długo. Ale nie ma co się teraz rozmarzać. Jestem głodna jak wilk. Założyłam kapcie i zbiegłam do kuchni. Tam jak zwykle był porządek. Tylko na stole leżał kubek po kawie i ubrudzony talerz. Mój menżulek już po śniadaniu. Ale gdzie on teraz jest? Z rozmyśleń wyrwał mnie mój burczący brzuch. Szybkim krokiem doszłam do loduwki i zaczełam rozglądać się za śniadaniem. Hymmmm na co mam dzisiaj ochote? Wybierałam dość długo. W końcu znalazłam! Mozzarele z pomidorami i olivą. Usiadłam i zaczełam pałaszować moje jedzonko. Po skończeniu zaczełam zmywać naczynia po sobie i moim menżulku. Na samął myśl, że już niedługo nasz dom zamieni się w jedno wielkie pudełko zabawek, aż uśmiechnełam się sama do siebie. Popatrzyłam na swoją dłoń. Miałam na niej nieopalony ślad od obrączki. Wytarłam ręce z piany i się stało. Zgubiłam pierścionek zarenczynowy! Zaczeły się poszukiwania. Pod szafkami, krzesłami, pod loduwką, pod łóżkiem. No nigdzie nie ma! Boże on jast taki ważny! To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Oczywiście poza ślubem.  Zaprosił mnie na scene i poprosił o ręke, a tłum zrobił wielkie "Aww..". Nie odpowiedziałam tylko zaczełam płakać i rzyciłam sie w jego ramiona. Na drugi dzień pierwsze strony gazet. Ahh to było piękne. A teraz zgubiła pierścionek! Boże on mnie zabije.
- Wróciłem!- Co!!! Cholera!
- Hej kochanie! Już do ciebie ide!- Szybko pościeliłam łóżko, które porozwalałam szukajac pieścionka. Okej trzeba go udobruchać. Zeszłam na dół i od razu rzuciłam się na Rossa.
- A to za co?- zapytał po pocałunku.
- Stęskniłam się- powiedziałam bawiąc się jego włosami.
- Zabieram cię dzisiaj do kina.-
- Serio? A z jakiej to okazji?_
- Zapomniałaś!?- zawołał odrywając się ode mnie.
- O czym?- zapytałam niepewnie.
- Dziś jest rocznica naszych zaręczyn. Dokładnie rok!- Cholera! Mam wrażenie, że od kąd jestem w ciązy za dużo przeklinam.
- Skarbie przepraszam,- przytuliłam go.
- Dobrze, wiem ciąża i te sprawy. Mam coś dla ciebie.- powiedział i zaczą wyciągać coś z kieszeni. Wyciągną małe czerwone pudełeczko. Otworzył je, a tam był mój piersicionek! Myślałam, że go zamorduje.- Przepraszam, że zabrałem go bez twojej zgody, ale nie było by niespodzianki.- założył mi go na palec.
- Czy ty masz pojęcie ile ja go szukałam!- wydarłam się na niego i odwróciłam się udając obrażoną.
- Przepraszam, to nasza pierwsza rocznica i chciałem odnowić pierścionek, bo się troche zniszczył.- zaczą się tłumaczyć. A ja wyciągnełam ręke przed siebie i zaczełam podziwiać obiekt na moim palcu. Boże jak ja kocham tego idiote! Nie wytrzymując dłużej odwrócilam sie do niego i mocno go przytuliłam.
- Dziękuje!- powiedziałam mu do ucha.- Kocham cie!-
- Też cię kocham. Ciebie i naszą córeczke.-
- Ej skąd pomysł, że to dziewczynka. Ja myśle, że to chłopak.- powiedziałm odrywając się od niego.
- Zobaczysz, że dziewczynka.-
- Zobaczysz, że chłopczyk!- i zaczeliśmy się kłócić. Po kłótni, kąpieli i kolacji byliśmy gotowi do wyjścia. Do kina dojechaliśmy w 10 minut. Zakupiliśmy bilety i usiedliśmy na zarezerwowanych miejscach.
- A zobaczysz, że będzie chłopczyk.- nie dawałam za wygraną. Ross tylko się uśmiechną. Czekaliśmy na zaczęcie filu, kiedy poczułam straszny ból. Zazcełam ciężko oddychać.
- Ross chyba się zaczyna.- powiedziałm szeptem.
- Tak, tak już się zaczyna.- odpowiedział myśląc o filmie.
- Ross ja nie mówie o filmie!- Blądyn spojrzał na mnie ze strachem w oczach.
- Okej spokojnie, tylko spokojnie. Oddychaj.- mówił pomagając mi wstać. Wyszliśmy z kina i ruszyliśmy w kierunku samochodu. W szpitalu od razu zabrali mnie na sale. A potem... nie wiem. Chyba zemdlałam. Obudziłm się  w sali szpitalnej. Rozejrzałm się po niej. Wszędzie biel. Przy oknie stał wpatrzony w nie Ross. Uśmiechał się.
- Ross?- powiedziałm pytająco. Blądyn podzedł do mojego łóżka.
- I?- zapytałam.
- A mówiłłm, że będzie dziewczynka!- zawołał, a mi zaszkliły się oczy.
 - O mój Boże! Naprawde?!- wypełniała mnie radość. Kolejne 20min spędziliśmy na wyborze imienia i rozmowie o naszej córce. W pewnym momencie z korytarza usłyszeliśmy głos małych stupek. Do sali wpadli dwaj bliźniacy.
- Wójek Ross! Ciocia Laura!- krzykneli razem i rzucili się na nas.
- Ej chłopaki mówiłam byście najpierw sprawdzili czy ciocia nie śpi.- mówił Rydel, która włśnie weszła do sali.
- Przepraszamy mamo.- obaj spuścili głowy.
- Nic się nie stało i tak nie spałm.- wtrąciłm się do rozmowy.
- Witam młodych rodziców!- powiedział tak jakby dopiero nas zauwarzyła.
- Witaj witaj, a gdzie męża zgubiłaś?- zapytał Ross całując siostre w policzek.
- Ell odpinał małą z fotelika, a ja musiałm pognać za tymi dwoma łobuzami.- popatrzył na nich chłodnym spojrzeniem. Oni tylko zarumienili sie i wrócili do swojego zajęcia czyli komentowania widoków za onkem.- Ale nie ważne. Mówcie, mam wam gratulować chłopczyka czy dziewczynki?- zapytała zaciągając okulary przeciw słoneczne na włosy.
- Hej, hej, hej- w tym momencie do sali wpadł Ell z córeczką na rękach. Wypócicił małą, a ta od razu podbiegł do chrzestnej- czyli do mnie. - Chłopak czy dziewczynka?- zapytał brunet. Oboje z Rossem spojrzelismy na siebie i odpowiedzielismy chórem.
- Mamy córke!- złapaliśmy się za ręce.
- Wiedziałem.- do sali wpadł Rocky z balonami. Dzieciaki od razu rzuciły się na balony. A Rocky przywitał się ze wszystkimi i podarował mi misia. Następnie razem z Rydel wystawili puste dłonie do Ell'a. Ja i Ross spojrzeliśmy jak na idotów, a biedny Ell wyciągną portfel z kieszeni i położył na każdej dłoni banknot.
- Hehe wszyscy Lynchowe obstawili dziewczynke. Riker też kłócił się z Ness. Ich synek też obstawiał córke. Wyrasta nam kolejny Lynch.- powiedzia dumnie Rocky.
- Zdecydowanie za dużo tych Lynchów.- zaśmieliśmi się z Ell'em.
- Dobra nie ważne. Jak dacie jej na imie.- zapytała Rydel. Już miałam odpowiedziec, ale zauwarzyłam, ze ktoś się nam przygląda zza okna. Wypatrywalam kto to.
- O mój Boże!- szepnełm - Psikus!- krzyknełm. - Ross, Ross to on!- zaczełm wołć, ale nigdzie już nikogo nie było. Pokój już zrobił się ciemny. Byłam tam tylko ja. Aaaaaa. Zaczełm krzyczeć, gdy okazało się, że jestem przywiązana do łóżka. Zamarłm jak zobaczyłm, że zbliża się do mnie Psikus z nożem w dłoni. Ktoś za ścianą krzyczał Laura! Laura!
- P. Lauro! Laura!- ktoś krzyczał. Gdzie ja jestem? Co się dzieje?...
        Narrator
- Jak to się obudziła! Wsystko z nią okej! Jak się czuje!- zaczą wypytywać Rocky.
- Zaraz wyjdzie do was lekarz. Ooo już wyszedł!- powiedziała Olivia. Brunet grzecznie podziękował i pobiegł do przyjaciół.
- Panna Laura się obudziła.- powiedział lekarz, a wszyscy zaczeli się przytulać ze szczęścia. Pan dokrtor opowiadał, że okazało się, iż Laura nie budziła się z powodu uderzenia głową o podłoge w czasie upadku, co spowodowalo chwilową nieprzytomność.
- Czy moge do niej zajrzeć?- zapytała Ness.
- Tak oczywiście.-
- A ja?- zapytał Ross, znając odpowieć, bo przecież jest "kimś z rodziny".
- Niestety nie, panna Laura powiedział, że nie chce pana widzieć...(cdn)
*****************************************************************
Dzisiaj mało o sytuacji w szpitalu, ale za to sen Laury. Można powiedzieć, że ich przyszłość xd Oczywiście prócz Psikusa. Słyszeliście, że Laura zrobiła niespodzianke R5 przychodząc na koncert w NY. To takie słodkie *.* Raura is real <3 <5


środa, 11 czerwca 2014

24.Oczekiwanie+ dobra wiadomość?


Czy jest ktoś z rodziny panny Marano?- zapytał nie odrywajac wzroku z karty, którą miał w rękach. To też się zdziwił, gdy podniusł wzrok i zobaczył, że po tym pytaniu cały korytarz ludzi wstał. Podrapał się po łysej głowie. Z szeregu wyszła mała czarnowłosa dziewczynka.
- Ja.- podniosła ręke jak do głosowania.- Jestem Vanessa Marano, siostra Laury.- Ness zaciągneła czarne rękawy aż do połowy palców.
- Zapraszam do gabinetu.- wskazał drzwi po jego prawej stronie.
- Nie.- wyszeptała. -Oni..- wskazała na Lynchów i Rani.- Oni są jak rodzina.- popatrzyła na niego zaszklonymi oczami.
- Przykro mi, mam procedury.- pokiwał głową.
- Prosze mi nie piep**yć o procedurach, tylko mówić co się dzieje z moją siostrą!- powiedziała głośniej. Lekarz westchną. Ponownie podrapał się po łysinie.
- Stan panny Marano jest w normie. Nie doznała żadnych obrażeń wewnętrznych ani zewnętrznych. W rane na twarzy nie wdało się zakarzenie...- mówił gestykulując dlońmi. Ness zamkneła oczy z ulgą. Ross złapał ją za ręke. Oboje popatrzyli na siebie z uśmiechem.
- Ale..- ciągną lekarz, wszyscy przestali się cieszyć i z niepokojem spojrzeli na doktora. - Panna Marano  nie budzi się.- wysłowił się.
- Jak to się nie budzi!? Przecież....! Ona! Czy ona jest w śpiączce?-  Ness złapała się za głowe. Rydel ze łzami wtuliła się w Rikera, a Rocky pomógł usiąś zrozpaczonej Rani.
- Nie, nie jest w śpiączce.- uspokojił przyjaciół.
- Czyli co się dzieje?- dopytywał Ross.
- My...my nie wiemy.- powiedział.
- Że co!? Jak to nie wiecie!? Przecież to wy jesteście lekarzami!-
- Prosze się uspokojić. Prawdo podobnie osoba, która zraniła p. Laure zakryła jej usta dłonią, na której był jakiś środek odurzający lub usypiający.- pod Ness ugieły się nogi, Rocky pomógł jej, podtrzymując ją. -Już zawiadomiliśmy policje. Powinni za  niedługo przyjechać. Wracając do pacjętki... próbujemy ustalić typ tego środka.-
- Panie doktorze, co jeśli środek okaże się groźny?- zapytała Ness. Lekarz przełkną śline.
- Nic więcej nie moge powiedzieć. A teraz przepraszam, musze wracać do pacjętów.- odwrócił się na pięcie i odszedł. Ness prawie upadła, ale Rocky ją podtrzymał.
- Musze.... musze, musze iść zadzwonić do rodziców.- powtórzyła to jeszcze kilka razy jak zahipnotyzowana i odeszł od nich kilka kroków wyciągajac komórke. Rydel nadal zrozpaczona wtulała się w Rikera, a Rani siedziała załmana z głową w dole. Dłonie wplątała w czarne loki i zaczeła płakać. Ross nadal stał w bezruchu. Gdy się obudził przejechał dłońmi po twarzy, podszedł do ściany i z całej siły uderzył w nią. Ness przez łzy rozmawiał przez telefon oparta o ściane. Po zakończeniu rozmowy zjechała po niej w dół. Usiadłł na podłodze, schowała twarz w dłoniach. Po minucie miał już mokrą bluzke. W tym momencie do szpitala wbiegli pani i pan Lynch ze zdyszanym Ell'em. Ross dopiero teraz sobie przypomniał, że to dziś jego rodzice wrócili do domu.
- Mamo... ja ja zapomniałem.- Stormie podeszł do niego i go ptzytuliła.
- Nic się nie stało synku.- w tym momencie zobaczyła płaczącą Ness. Odklejiła sie od Rossa, który  zaczą witać się z tatą. Stormie niepewnie podeszła do starszej Marano. Usiadła obok niej i zaczeła wypytywać o stan Laury, o rodziców, o całą tą sytuacje. Za ten czas Ell dopytywał się o wszystko Rockiego, a Mark pocieszał Rydel. Ross wstał i powiedzial, że musi wyjść na świerze powietrze. Rydel poszła razem z nim. Wtedy Riker podszedł do Rani. Ona nie patrzyła na niego, ani się do niego nie odzywała. Blądyn doskonale ją rozumiał, dlatego odpuścił sobie przemowy i od razu ją przytulił. W tym samym czasie Ross i Rydel byli przed szpitalem. Blądyn chodził w kółko z głową spuszczoną w dół i rękami w kieszeniach spodni. Rydel siedziała na ławce, nerwowo tupała nogą i bawiła się pomponem od czapki. Co chwila zerkała kątem ona na brata. Te jego spcery doprowadzały ją do szału. Sama nie wiedziała dlaczego, może chciała wyżyć się na kimś, choć przez chwile nie myśleć o tym wszystkim.
- Możesz przestać!?- krzkneła na brata.
- O co ci chodzi?!- odpowiedział jej tym samym tonem.
- Uspokuj się!-
- Daj mi spokuj, ja nie potrafie siedzieć tak bezczynnie w takiej sytuacji jak ty!- i tu zabolało. Rydel po raz kolejny tego dnia poczuła, że łzy  napływaja jej do oczu. Ross zrozumiał co powiedział.- Rydel, ja...- usiadł obok i ją przytulił.
- Myślisz, że ja nic nie czuje? Laura to też moja przyjaciółka. Czuje to samo co ty. Jestem tak samo przestraszona i zdruzgotana.-
- Wiem Ryd, wiem. Ja nie miałem tego na myśli. Poprostu mam mentlik w głowie.- powiedział jeszcze mocniej ja tuląc. Wyglądali jak najlepsze rodzeństo swiata. Tylko tą chwile musiała zepsuć pewna niemile widziana przez nasza paczke osoba.
- Ross?- powiedział cicho, by blądyn go zauwarzył. Jednak dla niego to nie był mły widok.
- Matt..- powiedział przez zęby i odsuną od siebie Rydel. Patrzył na niego z czystą nienawiścią.- Po co tu przylazłeś?-
- Co z Laurą?- zapytał niepewnie.
- A co ciebie to obchodzi?!- każde jego kolejne słowo wypowiadał coraz głośniej.
- Jestem jej chłopakiem.- każde słowo wypowiedziane przez Matta było coraz cichsze, jakby się bał.
-Jej chłopakiem!!? Jej chłopakiem!?! Gdybyś nim był to nie przespałbyś się z tą lafiryndą!- Matt otworzył szerzej oczy.
- Skąd wiesz? Laura wiedziała?- zaczą wypytywać już normalnym tonem.
- Tak wiedziała! Przez to wyszła z domu! Przez to skręciła w tą cholerną uliczke. PRZEZ CIEBIE!! Ty wiesz na co ją naraziłeś!? Ale co cie to może obchodzic?-
- Obchodzi.-
- Co ty możesz wiedzieć!?- kontynuował Ross- Ty nie trzymałeś jej ciała ty nie miałeś jej krwi na rękach, to wszystko wydarzyło sie przez was, ciebie, Casidy i Lucasa. Co wy chcieliście osiagnąć? To przez was Laura teraz tam leży!-
- Ross wystaarczy!- wtrąciła się Rydel, która zauwarzyła strach w oczach bruneta. Ross już jakby wyszedł z transu. Odwrócił się i ruszył w strone szpitala. Matt  dalej stał, nie wierząc w tą całą sytuacje.
- Laura jest w dobrym stanie, ale się nie budzi. Lekarze nie wiedzą dlaczego.- wsatała z ławki wsadziła ręce do kieszeni płaszczyka i ruszyła za bratem.
- Dlaczego?- wyszeptał, a blądynka przystaneła- Dlaczego mi pomagasz?-
- Bo widze, że martwisz się o nią.- powiedziała nie odwracając się.
- Dziekuje-
- Nie masz za co, nadal uwarzam że jesteś świnią.- i odeszła.
W tym samym czasie Ross dotarł do korytarza, przed salą, w której leży Laura. Tam nic się nie zmieniło.  Mark nadal próbował uspokojić Rani, Ell wyciągał informacje od Rockiego, a Stormie rozmawiała z  zrozpaczoną Ness. Chwile po nim wpadła Rydel i wtedy z sali wybiegł lekarz, a zaraz po nim pielengniarka i zrobił się gwar. Co chwila ktoś wychodzil, albo wchodził, ale naszych bohaterów nikt nie poinformował o niczym.
- Ja oszaleje!- krzykną Rocky i wstał z krzesła kierując sie w strone recepcji.
- Gdzie idziesz?- zawołał Mark.
- Nie wiem, przed siebie.- rzucił i przyśpieszył kroku.  Miał zamiar zapytać się kogoś o Laure. I tak zrobił. W drodze do recepcji zobaczył pielengniarke, ktorą wcześniej widział w sali.
- Przepraszam- zerkną na identyfikator blądynki.- Olivia, mogłabyś mi coś powiedzieć o Laurze Marano.- zapytał.
- Przykro mi ja tu jestem tylko na starzu, nie moge udzielać takich informacji.- rzuciła i omineła bruneta. Rocky złapał ją za ramie i przyciągna do siebie.
- Prosze dla mnie to bardzo ważne, to moja przyjaciółka.-  Olivia westchneła i uległa brunetowi.
- Dobrze, ale najpierw mnie póść.- Chłopak dopiero teraz zdał sobie sprawe jak mocno trzyma blądynke. Natychmiast ją póścił.
- Przepraszam- szepną. Olivia lekko się uśmiechneła.
- Panna Marano obudziła się... (cdn)
*****************************************************************
Oooo jejuniu. Taki zaplątany ten tydzień. Rock that rock <3 Taka genialna piosenka <5 Jeszcze Laura w teledysku The Vamps *.* Taka boska. A i najważniejsze. Chce bardzo podziękować za pierwszy komentarz Ani. Dziękuje, i mam nadzieje, ze tych komentarzy bedzie wiecej. Następny rozdział ( postaram się) w piątek.
KOMENTUJESZ- MOTYWUJESZ.