piątek, 30 maja 2014
23. Szpital+problemy
Narrator
Serca zabiły im szybciej. W ich oczach pojawił się strach. Szybko ruszyli w strone prku. Skręcili w uliczke, jednak nikogo tam niebyło. Nie przestawali biec. Co chwila gdzieś skręcali. Mijały minuty, ale nie czuli zmęczenia. Kierowała nimi troska o przyjaciółke. W końcu trafili do wyjątkowo ciemnej uliczki. Stały tam dwie osoby. Jedna trzymała drugą. Na ich widok zakapturzona postać zaczeła uciekać puszczając dziewczyne, która osuneła się na ziemie. Riker i Rocky rzucili się w pogoń za dresiarzem, a Ross podbiegł do dziewczyny, którą okazała się być Laura. Przerażenie w jego oczach wzrosło. Pojawiły się w nich łzy. Padł na ziemie i obją ją ramionami. Jej głowe połorzył na swojich kolanach. Sprawdził czy oddycha. Oddychała, tyle dobrego. Dopiero teraz to zobaczył. Wyglądała okropnie. Rajstopy miała porozdzierane, obok niej lerzały poodrywane góziki od spodenek, bluzke miała podartą,a na twarzy miała wielką krwawiącą rane. Szybko wyciągną telefon i zaczą dzwonić po pogotowie. Ręce mu się trzęsły. Nie mógł wykręcić numeru. Po chwili jednak mu się udało. Był bardzo roztrzęsiony. Z lekarzem rozmawiał przez łzy. Trudno mu było mówić. Co chwila szeptał "Hej, Laura pobudka" albo " Dasz rade Lau! Ja w ciebie wieże! Lau!". Po chwili przybiegli zdyszeni bracia. Ross spojrzał na nich pytająco.
- Uciekł. Wysportowany sukinsyn.- przyznał Riker wycierając spocone czoło. - Co z nią?- zapytał.
- Oddycha, już zadzwoniłem na pogotowie.- Cała ich trójka patrzyła na Laure z ogromną troską w oczach. Ross miał na renkach krew swojej przyjaciółki! Rocky i Riker uklękli przy Laurze.
- Trzymaj się...- wyszeptał brunet. Milczeli, może po prostu nie wiedzieli co mówić. Byli roztrzęsieni, a ich ciałem rządziło jedno najgorsze z możliwych uczuć, strach. Czekali, a z każdą sekundą byli coraz bardziej przerażeni i rozpaczeni. W końcu było słychać sygnał karetki. Poczuli ulge. Lekarze szybko znaleźli się na miejscu. Od razu zajeli się Laurą. Zamienili kilka slów z chłopakami.
- Czy możemy jechać z Laurą?- zapytali.
- A jesteście z rodziny?- zapytał czarnowłosy lekarz. Chłopaki popatrzyli na siebie poruzemiawczo.
- Jestem jej chłopakiem!- powiedzieli chórem. Ponownie na siebie spojrzeli tym razem z nutką wrogości.
- To... w końcu który z was to chłopak panny Marano?-
-Ja.- powiedział stanowczo Ross.
- Więc zapraszam do karetki.- Ross szybko odwrócił się do braci.
- Powiadomcie Ness i Rydel.- mówił, ale widać było, że jest w wielkim szoku.
- Ross, wszystko będzie dobrze.- powiedział Riker. Przybyli sobie piątke i Ross wskoczył do pojazdu i pojechał. W karetce trzymał przyjaciółke za ręke.
*********
Riker i Rocky dotarli do domu Marano. Zdyszeni wpadli do salonu, gdzie Ness czytała książke.
- O mój Boże! Co się stało?- krzykneła widząc zakrwiawionych chłopaków ( mieli oni krew na dłoniach ponieważ przybili piątke z Rossem, oraz Riker wycierając czoło wymazał się, a Rocky goniąc dresiarza wywrócił się i rozwalił kolano). Ness szybko podbieła do Rikera i dotkneła jego czoła. Blądyn chwycił jej dłonie.
- Vanessa- zaczą. Czarnowłosa przestraszyła się. Riker nie często mówił Vaness, tylko Ness.- Nic nam nie jest, tylko...-
- Co się stało!? Wyduś to wreszcie!- krzykneła.
- Tak na prawde nie wiem. Posłuchaj Laura jest w szpitalu.- powiedział. Zbladła, oczy jej się zaszkliły, usiadła nie potrafiła stać, nogi się pod nią ugieły. Normalnie ludzie ptają w takiej sytuacji "co się stało?". Ale nie Ness. Milczała. Po policzku spłyneła jej łza, jedna, jedyna. W końcu nie wytrzymała, przestała udawać twardą jak na codzień, zaczeła płakać. Twarz schowała w dłoniach. Riker usiadł obok niej i ją przytulił, a Rocky kucą przed nią.
- Ness. Ej, popatrz na mnie.- bruned chwycił jej dłonie. Spojrzała na niego zapłakanymi oczami. - Wszystko będzie dobrze, Ross jest z Laurą w szpitalu, my też zaraz do nich pojedziemy, porozmawiasz z lekarzem. Musisz się wziąć w garść! Bądź silna. Dla Laury.- Otworzyła szerzej oczy. Wytarła policzki.
- Masz racje.- powiedziała, znów udając silną. Wyprosowała się i z czułością spojrzała na chłopaków.- Dziękuje chłopaki.- powiedziała czule.Oboje uśmiechneli się, choć wcale nie było im do śmiechu.
- Dobra jedźmy, musimy jeszcze wstąpić do nas.- powiedział blądyn. Cała trójka ruszyła do domu Lynchów.
-*******************
Ross siedział przed salą do której wywieźli Laure. Co chwila wstawał, chodził w kółko, ale znowu siadał. Denerwował się. Z sali co jakiś czas wychodzil jakiś lekarz, albo pielengniarka, ale nic nie chcieli mu powiedzieć. W jego głowie tłumiły się same złe myśli. Każda minuta zdawała się trwać godzine. Co chwile zerkał na zegarek. Był zmęczony, ale pomiędzy złością, rozpaczą, nienawiścią ( do dresiarza) ciągle miał jedno pozytywne uczucie- nadzieje. Nadzieje, że za dzień, dwa Laura znów przyjdzie do jego domu i zapyta się ( jak to ona) " Co u was rodzinko?". Ale to się nie stanie.
- Dlaczego ona? Dlaczego moja Lau!?- myślał. Nierozumiał, dlaczego osoba, która nikomu nie szkodzi, udziela się w akcjach charytaywnych, pomaga, musiała przeżyć coś takiego? Usiadł. Postanowił się uspokoić. Dla niej. Dla Laury. Spuścił głowe i oparł ją o ręce. Z sali wyszła pielengniarka. Była malutka, tak z 1,57. Miała ciemne bląd włosy, wyjątkowo czerwone usta i niebieskie oczy. W rękach trzymała teczke.
- Pan jest chłopakiem panny Marano?- zapytała. Ross podskoczył.
- Tak, tak to ja. Niech mi pani powie czy z Lau wszystko w porządku!- zaczą wypytywać. Kobieta popatrzyła na niego z litością.
- Nie moge nic pwiedzieć. Tylko...- zrobiło jej się żal Rossa. Uważała, że to słodkie jak chłopak tak troszczy się o swą dziewczyne- Jej stan jest stabilny, ale... są pewne problemy.-
- Jakie problemy?!- zapytał głośniejszym tonem.
- Spokojnie, lekarze robią wszystko co w ich mocach, ale to nie jest nic poważnego. Przykro mi, ale reszte powie panu lekarz.- i weszła spowrotem do sali.
- Super, wiem jeszcze mniej niż przed chwilą.- przejechał ręką po bląd czuprynie. I ponownie wrócił do swoich przemyśleń.
*************************
Riker, Rocky i Ness wpadli do domu Lynchów. Rydel czytała książke, ale gwałtownie odwróciła się gdy usłuszała dzwięk otwieranych drzwi. Otworzyła szerzej oczy widząc swoich braci przerażonych i we krwi i przestraszoną Ness, która miała jeszcze mokre policzki. Jednak Riker nie dał jej zadać podstawowego pytania.
- Rydel nie ma czasu na niepotrzebne pytania. Wyjerzdźaj autem, będziesz kierować, bo ja i Rocky piliśmy wino. My tylko zmyjemy z siebie kre....- nie mógł dokończyć, bo łzy już napłyneły mu do oczu.
- Czy ktoś powiedział krew?- zapytała pani Lynch. Zaniemówiła zauważając Rikera ubrudzonego krwią, ze łzami w oczach.
- Mama?- zapytał ochrypniętym głosem. Kobieta nic nie powiedziała. Może nie chciał. Przytuliła blądyna.
- Całkowicie zapomniałem, że przyjerzdźacie przez to zamieszanie z Laurą.- powiedział.
- Coś się stało z Laurą?- Rydel zapytała razem z mamą. Rocky, Riker i Ness spóścili głowy.
- Nie ma czasu powiemy wam w samochodzie.- rozbudził się blądyn.
- Gdzie jedziemy?- wrzasneła Rydel.
- Do szpitala.- powiedziała szeptem Ness. Rydel zaszkliły się oczy, ale nic nie mówiąc chwyciła kluczyki z szafki, wzieła płaszczyk i wyszła by wyjechać samochodem z garażu.Wiedziała, że to coś poważnego.
- Dojedziecie później?- Riker zapytał mamy.
- Oczywiście skarbie.- przygładziła jego włosy i ponownie go przytuliła po czym przywitała się również z Rockym. Na koniec podeszła do Ness.
- Trzymaj się mała.- powiedziała i ją przytuliła. Ness tego brakowało. Podczas gdy chłopcy się wymyli, pani Lynch podała Marano proszki na uspokojenie. Po 10 minutach byli już w drodze do szpitala.
Ness już całkowicie straciła nad sobą panowanie. Wbiegła do szpitala i od razu naskoczyła na panią w recepcji. Wszyscy dowiedzieli sie, że Laura jest na drugim piętrze. Podbiegli do windy, która jak na złość była zepsuta. Cały świat przeciwko nim. Ness popędziła jak najszybciej po schodach. A rodzeństwo biegło za nią. Skręcili raz, drigi, trzeci. Staneła, a za nią reszta. Na końcu bialego, wąskiego korytarza siedział Ross. Teraz to Rydel objeła prowadzenie w tym "maratonie". Prowadziła nią troska nie tylko o przyjaciólke, ale i młodszego brata.
- Ross, Ross.- kucneła przed nim. Jego twarz objeła dłońmi i spojrzała, mu w oczy. Lekko się uśmiechneła.- Wszystko będzie dobrze.- Ale Ross przekroczył juz granice wytrwałości. Wstał.
-Przestańcie mówić, że wszystko będzie dobrze. Słyszałem to już tysiąc razy. Nie zniose tego dłużej!- krzykną. Wtedy zobaczył Ness. Podszedł do niej i przytulił.
- Pielengniarka mówi, że jej stan jest stabilny, ale są jakieś problemy. Nie wiem jakie, nie mogła mi powiedzieć.- mówił.
- Ross powiedz mi dokładnie co się stało.-
-Też bym chciała wiedzieć.- wtrąciła się Rydel. Usiedli na krzesłach. Ross opowiedał ochrypniętym głosem. Łzy spływały mu po policzku, tak jak pozostalym. Siedzieli tak dłuższą chwile. Wysłuchując jak to chłopaki znaleźli Laure i o pogoni za dresiarzem. Aż w końcu wyszedł do nich lekarz... (cdn)
*****************************************************************
Hejjj! Mamy 23 rozdziałik- na czas. Już jutro nowy odcinek A&A. Też się cieszycie. ^.^ Oglądaliście teledysk do "One last dance"? Ja tak i musze przyznać, ze jest cudowny. Zachęcam też do komentowania. Następny rozdział w piątek.
KOMENTUJ ESZ- MOTYWUJESZ!!!!
sobota, 24 maja 2014
22. Rozpacz+Strach
Narrator
- Casydy...- zapytał Ross zaskoczony, jej widokiem. Szatynka również wyglądała na zdziwioną.
- Jest Laura?- zapytała poprawiając włosy.- Mam do niej sprawe. Bardzo ważną. Mógłbyś ją zawołać?-
- Nie wiem czy jest w stanie.- Odpowiedział, obserwójąc każdy jej ruch.
- Ross, kto przyszedł?!- oboje usłyszeli głos Laury. Blądasek wskazał dłonią by weszła. Omineła go i ruszyła w strone salonu. Ross poczuł jej arbuzowe perfmy. Przypomniał sobie ich pierwsze spotkanie. Poznali się w windzie. Byli sami, a jemu bardzo spodobały się jej arbuzowe perfumy. Do teraz pamięta w co była ubrana, jak szybko pisała sms-a, jak poprawiała włosy, które jeszcze wtedy miała kręcone, a teraz zaczeła je prostować. Trzeba jej przyznać, że jest na prawde ładna. Ma długie rzęsy, piękne czerwone usta, a szczególnie piękne są jej zielone oczy, którymi kusiła wszystkich. Zapytał o godzine, troche żałosne no nie? Jednak on był oszołomiony jej pięknym uśmiechem. Ona grzecznie odpowiedziała, swoim kusicielskim głosem. Wtedy on próbował kontynuować rozmowe. Kilka dni później zaczą żałować. Obudził się, zamkną drzwi i ruszył za nią.
- Casydy... co ty tu robisz?- zapytała Laura.
- Mam coś dla ciebie.-
- Zaciekawiłaś mnie. Siadaj.- wskazała ręką fotel.
- Ross możesz zostawić nas same?- zapyała poważnym głosem. Blądas spojrzał na Lau, ona kiwneła głową i wyszedł na balkon. Usiadł na hamaku i zaczą niecierpliwie bawić się telefonem.
- Tooo co dla mnie masz?- zapytała po chwili milczenia Laura.
- Widzisz, nigdy się nie przyjaźniłyśmy, ale ja wredna nie jestem mam godność...- zaczeła
- Ale o co chodzi?-
- Posłuchaj nie chce byś mnie źle zrozumiała. Ja- w jej oczach pojawiły się łzy. -my, zostałyśmy zranione przez tego samego faceta.-
- O czym ty do mnie mówisz?-
- Spałam z Mattem...- zamilkły. Laura nie wierzyła w to co słyszy. Po jej policzku popłyneła jedna, samotna łza. Po chwili w jej oczach pojawiła się złość. Chciła wygarnąć Casydy, ale ta jej przeszkodziła.
- Był zezłoszczony, mówił coś, że tym razem Lucas przesadził. Nie wiedzieliśmy co robimy. Mówił, obiecał, że zerwie z tobą, że będziemy razem.- mówiąc to płakała. Laura nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Złapała się za głowe, która rozbolała ją jeszcze bardziej. Casydy wstała, zaczeła szukać coś w torebce. Po 10 sekundach położyła na ławe szarą koperte. - Przepraszam, ale ja go na prawde kocham. Przy nim zapominam o całym świecie. Jest idealny. Jeszcze raz przepraszam.- wytarła policzki. Laura schowała twarz w dłoniach. Casydy wyszła z podłym uśmieszkiem. Omineła korytasz i już miała nacisną klamke, ale ktoś ją wyprzedził.
- Laura wrócił...- zaniemówiła Ness widząc Casydy- A ty co się tak szczerzysz?- zapytała ją. Te dwie nienawidzą się od 3 klasy. Casydy wiele ryzykowała przychodząc do domu jej największego wroga. Pokłóciły się z winy tej zdziry- jak to mówi Ness. Wszystko przez Lucasa oczywiście. Żadna nie odwarzyła się zagadać, ale nie pozwalały sobie nawzajem nawet myśleć o nim. Ale cóż, bywa. Patrzyły na siebie wrogimi spojrzeniami. W tej chwili do domu Laury i Ness zbliżali się Riker i Rocky.
- Hej Ness zdzwoniłaś...yyyy Casydy co ty tu robisz?- zapytał blądas.
- Właśnie o to samo miałam zapytać. Co robisz w moim domu!?- zapytała Ness.
- Zapytaj siostrzyczki.- odpowiedziała złośliwie. W tym czasie Ross wszedł do salonu. Zobaczył płaczącą Laure i szybko do niej podbiegł.
- Ej, ej co się stało? Dlaczego płaczesz?- Laura nie odpowiedziała, tylko jeszcze bardziej wtuliła się we własne kolana. Ross zauwarzył koperte z której wystawały jakieś zdjęcia. Wzią jedno do ręki. Gdy zobaczył co na nim jest zaniemówił. Na zdjęciu był Matt, który całował Casydy. Teraz wszystko zrozumiał. Przytulił płaczącą Laure. Nie zwracali uwagi na odgłosy kłótni dochodzące z korytarza. Ross jest typem faceta, który martwi się o przyjaciół. Dlatego zawsze gdy widzi płaczącą Laure serce mu się kraja. To wszystko przez tego cwela Matta. Zawsze płacze przez niego. Już dawno powinna zakończyć tą znajomość. On nie daje jej radości tylko sam smutek. Ona zasługuje na kogoś kto zawsze będzie się o nią troszczył, kto zawsze będzie miał dla niej czas, kto zawsze będzie ją kochał. W głowie Rossa wirowało wiele niemiłych nazw na Matta. Ale żadno z nich nic nie mówiło. Laura płakał coraz bardziej. Ross miał wielką plame z łez na koszulce, ale nie przeszkadzało mu to. Myślał tylko o tym, że nie może pozwolić by ten cwel znów zranił Lau. Nie tym razem. Zastanawiał się czy było tak zanim się poznali. Co prawda on i Laura są przyjaciółmi od jakiegoś miesiąca, ale szybko się pokochali jak rodzeństwo. Oboje oddali by za siebie życie. Mijały minuty a oni wciąż siedzieli w milczeniu wtuleni w siebie. Laura nie przestawała płakać. Ross za każdym razem gdy ona płakała przez Matta coraz bardziej nie mógł zrozumieć tej ich pokręconej miłości. Czy miłość zawsze musi boleć? Nie rozumiał tego, bo tak na prawde nigdy nie był zakochany. To prawda, podrywał dziewczyny, ale uważał, że każda z nich jest płytka. Szukał dziewczyny z czymś więcej, niż tylko ładna buzia. Szukał dziewczyny z głębią. To taką z którą będzie mógły rozmawiać całą noc o wszystkim i o niczym. Taką, która też kocha muzyke, która woli pograć na fortepianie, niż chodzić na zakupy. Taką, która pokocha go nie patrząc na to, że jest sławny. Taką, która pokocha prawdziwego Rossa. Nie chce, żeby ktoś przez niego płakał, jak Laura. Nagle odgłosy kłótni ustały. Drzwi się zamkneły, a do salonu weszli Ness, Rani, która w międzyczasie doszla, Rocky i Riker. Zaniemówili widząc płaczącą Laure. Rani szybko do niej podbiegła i zaczeła pytać co się stało. Laura przestała plakać i oderwała się od Rossa. Jednak nic nie mówiła.
- To przez Matta.- wyjaśnił Ross. Wszyscy rozsiedli się na fotelach i kanapie.
- Co się stało?- Zapytała Ness. Ross kiwną głową, że nie wie. - Laura co się stało.- Laura wytarła policzki.
- Nie,...nie teraz.- wyszeptała i pobiegła do swojego pokoju. Ross rzucił w strone Ness i Rani zdjęcia. Riker i Rocky przybliżyli się do nich.
- A to świnia!- powiedział blądyn.
- A to su*a!- krzykneła Ness- Zabije zdzire!- aż wstała ze złości, a dłoń zwineła w pięść.
- Uspokuj się, teraz najważniejsza jest Laura.- uspokoił ją Riker. Ponownie usiadła w fotelu i złapała się za głowe. Zapadła cisza.
- Słyszałem jak Casydy płacze.- Ness podniosła głowe.
- Co? Jak wychodziła to śmiała się beszczelna zdzira.- Ross zdziwił się.
- Płakała, mówiła, że została zraniona jak Laura. Znowu kłamała? Ale po co?- zapytał.
- Nie wydaje wam się to dziwne, że miała zdjęcia jak całuje się z Mattem. Jak ona je zrobiła?- zapytała Rani.
- Ktoś jej pomugł.- stwierdził Riker. Rocky zrobił dziwne sporzeni, jakby wpadł na genialny pomysł.
- Widziałem ją, w piątek z jakimś blądynem w parku- powiedział.
- Blądynem?- Ness zerwała się w strone półki skąd wyciągneła album. Ponownie usiadła na fotel, wszyscy podeszli do niej. Przewróciła kilka kartek. Jeździła palcem po zdjęciach klasy Ih, w końcy zatrzymała się na zdjęciu o podpisie "Lucas Kersing".
- To on!- krzykną Rocky. Ness zamkneła i odłożyła album.
- Ale o co w tym wszystkim chodzi?- zapytała Rani. W tym momęcie wszyscy usłyszeli trzaśnięcie drzwi. Laura wyszła. Nie miała siły, nie wytrzymała. Czuła się jak ktoś niepotrzebny do tego ten straszny ból przeszywajacy jej glowe. Musiała się przejść. Ochłonąć. Sama nie wiedziała gdzie idzie. Skręcała co jakiś czas do jakiejś ciemnej uliczki. Może nie powinna do niektórych. Może to niebezpieczne. A raczej na pewno niebezpieczne. Kryje się tam wiele dziwnych typków. Właśnie do takiej uliczki trafiła Laura. Chciała zawrócić, ale ją zauwarzył.
- Ej gdzie uciekasz skarbie?- zabiegł jej droge jakiś dresiasz w kapturze. Próbowała go ominąć, ale przyczepił się. Złapał ją za ramie.
- Puszczaj mnie!- krzykneła.
- Cicho, cicho, cicho- zakrył jej usta dłonią- chyba nie chcesz by ktoś nas usłyszał.- powiedział, przez złośliwy uśmieszek. Przyciągnił ją do siebie i odwrócił tyłem. Ręke położył na jej tali. Zaczą jej szeptać do ucha. Laura miała przerarzenie w oczach. Łzy leciały jej po policzku. W myślach policzyla do trzech i na "trzy" zaczeła się wyrywać z jego ramion. Na próżno. Zacisną je jeszcze bardziej. Laura ugryzła go. Ten krzykną i poluźnił troche objęcie. Brunetka wykorzystała to i wyrwała się. Zaczeła biec. Dresiarzchciał ja ponownie złapać, co niestety mu się udało. Złapał ją za włosy i zakrył usta.
- Uważaj sobie. Może nie wyglądam, ale potrafie być groźny.- Laura cała drżała. Jeszcze nigdy tak się nie bała. - Jestem Psikus skarbie.- wyszeptał jej do ucha. Po czym pocałował w policzek. W tym samym momęcie Ness zaczeła martwić się o Laure. Ross, Riker i Rocky postanowili jej poszukać. Już od dłuszego czasu nie odbierała telefonu, mimo to Ross cały czas próbował się do niej dodzwonić. "Laura odbierz!" cały czas powtarzał. Chłopaki szukali jej już od 20 minut. Coraz bardziej się o nią bali. Nagle usłyszeli krzyk... (cdn)
*****************************************************************
Hejo przepraszam za ten jeden dzień spóźnienia. Powiem szczerze, że miałam calkiem inny pomysł na ten rozdział, a ten cały Psikus to spontan. Nie wiem skąd ja go wziełam, ale spoljeruje, że troche narozrabia w życiu naszej paczki. Oki zachęcam do komentowania papa <3.
Następny w piątek.
środa, 21 maja 2014
21. Ciekawa noc+dziwna wizyta
Ross
- Hejo, hejo rodzinko!- usłyszałem od strony drzwi. Stał tam opierający sie o ściane, całkowicie pijany Ell. Wow Lau miała racje. Ell naprawde czuje coś do Rydel.- Jest Rydel w domu? Musze jej coś powiedzieć! Rydel!-
- Nie drzyj się tak!- krzykną szeptem Rocky.- Rydel śpi. Jest 23. Coś ty ze sobą zrobił?- Rocky zaczą prowadzić Ell'a na kanape.- Ross rusz dupe i mi pomuż, bo ciężki jest!- denerwował się nadal. Szybko ruszyłem bratu na pomoc. Jakoś zawlekliśmy Ell'a na kanpe.
- Czego wy się tak drzecie. Spać przez was nie moge.- ze schodów zbiegł Riker. Zaówarzając pijanego kolege powiedział- Co do....?-
-Później wam wyjaśnie, a teraz sprawdź czy Rydel śpi. Ona nie może zobaczyć go w takim stanie.- Riker posłusznie pobiegł spowrotem na góre.
- Zawołajcie Rydel, ja jej musze coś powiedzieć!-
- Cicho. Śpij. Nie chce wiedzieć jak dużego kaca będziesz mnieć.- uciszałem go.
- Rydel ma zatyczki w uszach. Ej zróbmy mu zdjęcie- wrócił Riker z aparatem w ręku. Ell skrzywił się pod wpływem flesza, przez co zdjęcie wyszło jeszcze śmieszniejsze. Nagle usłyszeliśmy kroki na schodach. Nasza trójka wyprostowała się i spojrzała w tantą strone. Wyglądaliśmy jak surykatki. Popatrzyliśmy na siebie i jak na sygnał uśedliśmy na Ell'u. Rydel w swojej seksiastej piżamce nic nie mówiąc poszła do kuchni. Wyjeła szklanke z górnej szawki i nalała wody. Przetarła oczy i ruszyła spowrotem w strone schodów. Cała nasza trójka powiedziała sobie pod nosem "uffff". Ale wtedy Rydel cofneła się.
- Chłopaki?-
- Tak?-
- Idźcie spać jutro rodzice wracają.-
- Dobrze zaraz idziemy.- powiedział Rocky. Wszyscy uśmiechneliśmy się do niej. Ponownie ruszyła w strone schodów.
- Aaaa i jeszcze jedno.- znów się cofneła.- Riker co mówiła ci Ness?- Raiker już miał jej odpowiedzieć, ale mu przerwała- Aj jutro mi powiesz, jestem pół przytomna. Dobranoc.- Po raz kolejny ruszyła do pokoju. Była już na trzecim stopniu, ale jeszcze raz zawróciła.- Aha jeszcze jedno czy myślicie, że jestem ślepa i nie widze Ell'a?- Cała nasza trójka zamarła. Rydel podeszła do kanapy i kucneła.
- Rydel musze ci coś powiedzeć!-
- No słucham cię.-
- Nie, nie , nie moge.... oddychać.-
- Chłopaki zejdźcie z niego!- krzykneła. Odskoczyliśmy jak opażeni.
- Rydel musze ci coś powiedzieć, a raczej zapytać. Czy ty kohasz tego chłopka, blądasa z którym się całowałaś w parku?- wymamrotał. Rydel wybuchła śmiechem.
- Niech Ross ci odpowie.- spojrzała na mnie.
- aha to ja już pójde do domu.- Ell próbował wstać, ale Rydel mu nie pozwoliła. Gdy zasną wstała i spojrzała na nas dziwnym wzrokiem. Była uśmiechnięta. W jej oczach pojawiła się nowa nadzieja. Pomimo późnej godziny, braku makijażu i snu ona była jak zwykle piękna. Cały czas się uśmiechała choć próbowała zachować powage i patrzała na nas tym swoim oskarżycielskim wzrokiem. Chciała ukryć przed nami tą ulge, nadzieje. Ale i tak wiedziała, że wiemy. Powiedziała coś tam, że Ell ma zniknąć przed przyjazdem rodziców i poszła cała w skowronka na góre.
- Ona na prawde myśli, że nie widzieliśmy tej zakochanej miny?- zapytał Riker.
- Mam dziwne wrażenie, że bierze nas za idiotów- podsumowałem- to... co z nim robimy?-
- Dobre pytanie.-
Laura * rano*
Śiatełko przy telewizorze miga opurczywie. Nigdy mi to nie przeszkadzało, ale gdy ból głowy jest tak mocny, że masz wrażenie jakby w twojej głowie toczyła się II wojna światowa, to nawet światełko od telewizora może wkurzyć. Może wyłączyć z gniazdka, ale trzeba wstać i iść tak daleko, aż 3 metry. Na ławie leży telefon, który dzwonił już, aż dwa razy. Przełamałam sie i wyciągnełam po niego ręke.
Dwa nieodebrane połączenia: Ross
Jeden sms: Ross. Postanowiłam oddzwonić. Przy każdym sygnale przez moją czaszke przechodził dreszcz.
- Hallo?- usłyszałam głos Rossa
- No hej, co chciałeś?-
- Przekazać dobrą wiadomość. Coś ty taka dziwna.-
- Głowa mnie boli. Więc dziś nie wstaje z kanapy.-
- A do drzwi podejdziesz, bo już dochodze.-
- Wejdź balkonem, jest otwarty...- urwałam rozmowe. Czekałam potworne, pełne bólu pięć minut, aż w końcu zjawił się blądasek.
- Jeśli sam sobie zrobisz to moge zaproponować ci herbate.-
- Taa spoko. Ty też chcesz?- zapytał podchodząc do szafki z kubkami.
- Nieee! Nie mam na nic ochoty.-
- Na pewno na nic?-
- Coś sugerujesz?-
- Jaaaaa ależ skąd.-
- Taaaa ty zawsze niewinny.-
- A jak!-
- Okej powiesz mi jaką dobrą wiadomość chciałeś mi przekazać?-
- Dobra dla ciebie. Nie dla mnie. Dzisiejszej nocy odwiedził mnie mój pijany kolega.-
- Serio!? Widzisz, słuchaj mnie, a nie zginiesz. I jak tam Rydel?-
- No wiesz, jak to Rydel. Udaje, że to nic dla niej nie znaczy.-
- No to teraz kolej na twój przegrany zakład. Ness będzie w domu za jakieś 50 minut.- Posmutniałam. Podciągnełam kolana pod brode i złapałam je rękami.
- Właśnie, gadałaś z nią?-
- Tak, tak już wszystko gra.-
- To czego smutasz?-
- Bo boli mnie głowa! I... pokłóciłam się z Mattem.-
- Znowu?! O co tym razem?Chyba nie o mnie?-
- O Lucasa.-
- Cooo? Dlaczego?-
- Widział jak ten dziad mnie podrywa.-
- To nie...- w wypowiedzi Rossa przeszkodził dzwonek do drzwi. Jęknełam z bólu. Ross podbiegł do drzwi. Otworzył je i on i osoba po drugiej stronie byłli zaskoczeni osobami, które tam zastali.
- Casydy...?-
*****************************************************************
Wymęczyłam ten rozdział. Strasznie mi się pisało. Przepraszam, że znów spóźniony, ale byłam chora i nie miałam siły. Następny będie w piątek.
<3 <3
Perfect *.*
niedziela, 11 maja 2014
20. Kłótnia+zgoda
Laura
Razem z Rossem staneliśmy na baczność.- Co się tak lampicie, jakbyście ducha zobaczyli?- zapytała. Westchnełam powoli i podeszłam do niej.
- Usiądźmy, musimy porozmawiać.- powiedziałam.
- Okej- powiedziała zdezoriętowana.
- To ja was zostawie same.- Ross bezpiecznie wyszedł z salonu.
- Okej Ness, bo widzisz zataiłam coś przed tobą. Ross i j chcieliśmy ci pomuc i spotkaliśmy się z Lucase.- Uśmiech znikną z jej twarzy.
- Co zrobiliście!!- krzykneła.
- Ness spokojnie, daj mi wytłumaczyć .-
- Co ty chcesz mi tłumaczyć!? Rozmawiałaś z nim za mojimi plecami.- Zerwała się z sofy. Po chwili ochłoneła troche i znów usiadła na niej. - Co ci powiedział?- zapytała już spokojniejszym tonem.
- No właśnie. Po krótkiej rozmowie, uznałam, że to nie jest chłopak dla ciebie.-
- Laura zadałam ci pytanie. Co ci powiedział?-
- On, on tak naprawde nigdy się tobą nie interesował. On zaczą mnie podrywać.-
- Co?- zaszkliły się jej oczy. - Kłamiesz.-
- Chciałabym. Powiedział, że udawał zainteresowanie tobą, by poznać mnie.-
- Nie wierze, że jesteś aż tak zazdrosna.-
- Że co?-
- Wymyśliłaś tą całą historyjke!-
- Zwariowałaś!?- Ness wyszła z salonu. Bogiegłam za nią.
- Ness zaczekaj!- Zatrzymała się w korytarzu przed drzwiami.
- Powiedziałaś mi to żeby mnie zdołować!?-
- Nie, powiedziałam ci to bo się o ciebie martwie!-
- Dobieranie się do mojego chłopaka nazywasz martwieniem!?- zaniemówiłam. Zabolało. Ness wyszła z domu. Obruciłam się w strone kuchni. Zobaczyłam, że wszyscy wpatrują się we mnie. Skryłam twarz w dłoniach i zaczełam płakać.
- Ej ej ej. - Ross podbiegł do mnie.- Nie płacz.- Przytulił mnie.
- Możecie mi powiedzieć co wydarzyło się w parku po mojim odejściu?- zapytała Rydel.
Ness
Wybiegłam z domu i skierowałam się na jego tyły. Przy basenie siedział Riker. Co chwila wrzucał kamienie do wody.
- Ukrywasz się przede mną?- zapytałam. Blądyn odwrócił się i wyglądał na zdziwionego.
- Przyznaje, jestem w szoku. Odezwałaś się do mnie.- i ponownie rzucił kamieniem. Poprawiłam włosy.
- Można powiedzieć, że mam gorszy dzień.- zaśmialiśmy się. Usiadłam obok niego. Położyłam głowe na jego ramieniu. Chwile w milczeniu wpatrywaliśmy sie w księżyc. Wtedy wszystko do mnie dotarło. Lucas tak naprawde miał mnie daleko gdzieś. Wybuchłam płaczem.
- Ej co się stało?- zapytał Rikier.
- Wszystko jest nie tak. Chłopak moich marzeń wykorzystał mnie, by poznać moją siostre. Jestem żałosna. Całe życie pod góre. Przegrałam casting i nie chcieli mnie przyjąć do pracy. I ja sama w tym wszystkim. Własna siostra mi nóż w plecy wbije.- zaczełam mówić przez łzy.
- A to świnia. Ale mam prośbe. Nie wiń za to Laury. Ona chciała dobrze.-
- Wiem, i to jest najgorsze.- Przytulił mnie. Chociaż przez chwile czuje się bezpiecznie.- Powinnam ci podziękować, wiesz? Opóźniłeź ten jego świrnięty plan.-
- Oj Ness, kiedy ty w końcu zrozumiesz, że jestem genialny.-
- Taa i skromny.- zaśmieliśmy się.- Wiesz, że będziesz musiał posprzątać basen?-
- Basenowy jutro przychodzi.-
- Aaaaaa w takim razie..- wystawiłam ręke. Blądyn szybko uzupełnił pustą dłoń. Rzuciłam kamieniem. Cała złość uleciała...
Casydy
- O mój Boże. Jakie to jest żałosne. Szczęśliwa grupka przyjaciół. Nie wiedzą co ich czeka. Jeszcze się zdziwią. Jeszcze się okaże kto jest prawdziwym przyjacielem. Nie można kpić z Casydy Berrn. Nie tym razem.-
- Jak narazie wszystko idzie po twojej myśli, ale nadal nie rozumiem twojego planu.- przyznał blądyn.
- Zrozumiesz w swoim czasie....
*****************************************************************
Hejjjo. Troche spóźniony, ale jest 20 rozdział. Ostatnios ogarnełam że jeszcze wam nie podziękowałam za czytanie węc Dziękuje <3
Następny w piątek.
piątek, 2 maja 2014
19. Szok+ zakład
Laura
- Tak. Więc. Chodzi o Ness. Yyyyy wtedy w "Babilonie" to nie było tak jak myślisz. Ness i Riker nie są razem. To był zakład.- Lucas zaczą cicho chichotać. - O co chodzi? Z czego się śmiejesz?-
- Ohhhh Laura, Laura, Laura, Laura. Aż trudno uwierzyć, że sama do mnie przyszłaś- wymamrotał.
- Nie rozumiem.- przyznałam. Lucas uśmiechną się chytrze.
- Nigdy nieinteresowałem się twoją siostrą.-
- Co!?-
- Zawsze chodziło tylko o .... ciebie.- zamurowało mnie.
- Ale, jak, po co?-
- Już tłumacze. Jak pewnie wiesz, jestem przyjacielem Matta. Znaczy wiedziałabyś, gdyby cie nie ukrywał.-
- Ale dlaczego. I po co udawałeś zainteresowanie moją siostrą?- zdenerwowałam się. Lucas uśmiechną się jeszcze szerzej.
- Powoli słonko, powoli. Odpowiem na wszystkie pytania. Matt ukrywał cię przede mną, ponieważ bał się. Bał się, że odbije cie mu jak dwie jego poprzednie dziewczyny. Ale opowiadał mi o tobie. Mówił, że jesteś cudowna. A ja nie mogłem nie poznać tak niesamowitej dziewczyny.- z każdym jego słowem coraz bardziej uważałam, że jest wariatem.- Troche wykorzystałem twoją siostre. Dowiedziałem się, że Ness jest twoją siostrą. Tylko idiota nie zaóważyłby, że na mnie leci. Chciałem przez nią dotrzeć do ciebie. Umówić się z nią aż w końcu zapozna mnie z tobą. Tylko wtedy wwalił się ten blądaś i musiałem udawać zazdrosnego. Więc mój plan się przeciągną. Dziś miałem złożyć wam niezapowiedzianą wizyte przeprosinową. Ale ty przyszłaś do mnie i....... -położył mi ręke na kolanie- nawet nie wiesz jak mnie to uszczęśliwiło.-
- Nie dotykaj mnie!- odskoczyłam od niego- jak mogłeś tak wykorzystać moją siostre?!- krzyknełam.
- Laura skarbie spokojnie. Nie przejmuj się nią. Liczymy się tylko my- i ponownie jego dłoń wylądowała na mojej nodze. Szybko odepchnełam go.
- Ty powinieneś się leczyć!-
- Wszystko gra?- podszedł do nas Ross. Wstałam i schowałam się za nim.
- Idźmy już.- złapałam go za ręke i zaczełam ciągnoć. Gdy wyszliśmy z parku mocno go przytuliłam.
- Co się stało.-
- Lucas to świnia. On....on mnie podrywał.- Ross zaniemówił.
- Ale jak? Przecież..-
- Też nie rozumiem. Wracajmy do domu. Musimy porozmawiać z Ness. Boże, jak ja jej to powiem.-
- Współczuje-
- Idziemy do ciebie. Rydel zaprosiła Ness na kawe, a i musze wygrać zakład-
- I tak ci sę nie uda. Niechętnie musze przyznać, że Ell nie jest zakochany w Ryd.-
- To się jeszcze okaże. Ale narazie mam większe zmartwienie. Biedna Ness.- Ross przytulił mnie.
- Zrozumie, to twoja siostra.-
- No mam nadziej.-
* 20 minut później*
Gdy wszliśmy do domu Lynchów przywitał nas śmiech Rani, Rydel i Ness. Moja siostra płakała ze śmiechu. Przykro, że musze jej przekazać taką wiadomość. Łzy napłyneły mi do oczu.
- Ej nie rozpłacz mi się tu.- pocieszał mnie Ross. Poszliśmy do salonu. Tam siedzieli Rocky i Ell.
- A teraz patrz i ucz się.- podeszłam do Ell'a.- Hej, co tam?- zapytłam.
- Nudy a tam.-
- tez. Ell pamiętasz, ostatnio gadaliśmy o perkusji.-
- pamiętam-
- Bo widzisz mój kuzyn ma urodziny i chciałabym mu kupić perkusje. Pomułbyś mi?-
- No pewnie, a masz coś konkretnego na myśli?-
- Hyymmm. Poczekaj chwilke, mam zdjęcie na telefonie.- wyciągnełam komórke.- Patrz. Coś w tym stylu.- Ell przyglądał się zdjęciu pierwszej lepszej perkusji, które ściągnełam na telefon. Wtedy ja "przypadkowo" przejechałam palcem po ekranie i przesunełam na inne zdjęcie. To była fotografia całującej Lucasa Rydel, którą zrobiłam w parku. Ell zaniemówił. Zbladł i zacisną pięść. Wyglądał na złego. Chyba nie mógł wytrzymać.
- Sorry Laura, ale przypomniało mi się, że się umówiłem. Narazie.-
- Pa.- odpowiedziałam.
- Ale sobie to wymyśliłaś.- powiedział z podziwem w głosie Ross.
- Wiem, wiem jestem boska, ale za to nie wiem co mam powiedzeć Ness.
- A co masz mi powiedzieć.- Ness wpadła do pokoju....(cdn)
*****************************************************************
Hejjj. Dziś troche krótki, ale miałam ciężki tydzień. Padam z nóg. Następny rozdział będzie w piątek.
I zdjęcia z ostatniej gali na, której była mowa o A&A sezon 4 <3.
Iiiii Raura <3 <3 :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

























