piątek, 28 lutego 2014

9.impreza+rozpacz

      Ross
Żyje już 18 lat. W sumie jestem zadowolony. Jestem zdrowy. Mam zespół. Realizuje się. Robie to co kocham. Mam wspaniałych przyjaciół i rodzine. Jestem szczęśliwy. Mógłbym powiedzieć, że mam szczęście. Leże tak sobie i leże. Wstawać czy nie? Zebrało mi się na myśli filozoficzne. Wstałem. Sukces. Dobra koniec tego. Czego mam taki dziwny nastrój? Hymmm może dlatego, że nie ma Laury? No cóż może jakieś śniadanie? Zeszłem na duł. W kuchni nikogo nie było. Podszedłem do lodówki. Wyciągnąłem mleko. Zastanawiałem się co sobie zjeść. Stałem nad lodówką przez 10 minut. Dobra  zjem płatki. Zamknąłem lodówke. Na dzwiczkach była kartka.
                                                                   "Pojechaliśmy do babci. Wrócimy  wieczorem.
                                                                         Wszystkiego najlepszego Ross"
Uśmiechnąłem się. Wyciągnąłem musli z półki  i usiadłem na miejscu. Zacząłem jeść. Usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i kroki. Ze schodów zeskoczył dziwnie zadowolony Riker. Nucił coś pod nosem. Od razu skierował sie w strone lodówki. Zobaczył i przeczytał kartkę. Wydawał się mieć zdziwioną minę.
- A więc to dziś. Wszystkiego najlepszego Brat. Niby młodszy a taki stary.- zaczął się naśmiewać. Spojrzałem miną "hahaha bardzo śmieszne" . Nic nie mówiliśmy. Było to bardzo dziwne. Paru minutach zeszła do nas Rydel. Podeszła do mnie pocałowała mnie w czoło i przytulając mnie mówiła życzenia. Ostatni zszedł Rocky. Złożył mi życzenia i usiadł. Milczeliśmy. To naprawdę bardzo bardzo bardzo dziwne. Zawsze gadaliśmy jak najęci. Nasza babcia mówi, że sporo ludzi w życiu spotkała ale nikt nie gada tyle co rodzeństwo Lynchów. Każdy z nas razem z Rydel może przegadać całą noc, a jak jesteśmy wszyscy to buzie nam się nie zamykają. Często po koncercie  rozmawiamy całą noc. Dlatego wiem, że to milczenie nie wróży nic dobrego. Teraz siedzimy w milczeniu jak ostatnie sieroty. Każdy coś je. Nagle Rydel zaczęła się śmiać. Nasza trójka spojrzała na nią z miną " co jest?"
- Yyyy nic, sorry coś mi się przypomniało- zaczęła tłumaczyć i znów zaczęła się ta niezręczna cisza.
- Dobra ja muszę lecieć.- Z miejsca wstał Riker.
- Gdzie idziesz?- zapytałem.
- Musze coś załatwić na mieście. Wrócę wieczorem papa-  i wyszedł.
- Dobra nie mogę. Milczymy jak jakieś zakonnice. Ross co zamierzasz dziś robić?-  nareszcie zapytała Rydel.
- Yyyy nic. Siedzie w domu.- odpowiedziałem.
-Oooo nie. Nie pozwalam. Nie każe ci robić imprezę na całe miasto, ale choć pójdź z siostrzyczką do klubu na drinka.- Spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Zawsze działa to na mnie.
- Jejciu no dobra. O której?-
- o 18.30. Wcześniej sie ni wyrwę-
- Ej ej to ty też gdzieś idziesz?-
-No niestety. Ale Rocky z tobą zostanie.- Też mi pocieszenie.
-Pas.- wyrwał się brat.- jak tak to ja też wychodzę- Rydel wyglądała jakby chciała go zabić wzrokiem.
-Spoko tak w sumie to ja umówiłem się na randkę z koleżanką ze szkoły.- powiedziałem.
- To po co te wyrzuty.- rozwścieczyła sie siostra.
- Bo llubięjak się wciekasz- powiedziałem i szybko ulotniłem się z pomieszczenia przed atakiem gniewu. Ruszyłem w stronę pokoju i zacząłem zbierać się na lunch z Kim. Wziąłem telefon by sprawdzić sms-a, który mi właśnie przyszedł. Były to życzenia od Lau, Caluma, Rani, a nawet Ness. Uśmiechnąłem się i zacząłem odpisywać.
                 Laura
 Jak fajnie znów być w domu. Obudzić się w swoim pokoju. Zjeść śniadanie w swojej kuchni. Umyć zemby w swojej łazience. Takie zwykłe rzeczy a cieszą. Ale ale ale dziś nie jest zwykły dzień. Musze sie zbierać i pomuc w szykowaniu imprezy niespodzianki. Szybko ubrałam się w sukienkę i wybiegłam z domu. Spojrzałam na liste, Okej muszę odebrać tort. Szłam powoli. Była śliczna pogoda. Mijałam znajomych ludzi i znajome sklepy. Cieszyłam się każdym krokiem po moim kochanym mieście. Tak się ciesze że wróciłam. W końcu doszłam do cukierni. weszłam i podeszłam do lady. Ładna młoda szatynka przywitała mnie uśmiechem.
- Dzień dobry w czym moge pomóc?-
-Witam. Przyszłam odebrać tort na nazwisko Lynch.-
-Już sprawdzam.- Powiedziała wyciągając zza lady ogromną księke.- Lynch, Lynch.- powtarzała pod nosem szorując palcem po książce.- o jest. Już przynoszę- odeszła na chwile. Po minucie wróciła z wielkim białym pudłem z napisem " ciastkarnia Ptyś"
-Bardzo dziękuje.- Zapłaciłam i wyszłam, kierując się w stronę baru. Szłam jak zwykle powoli. Nagle zza pleców usłyszałam znajomy głos. Śmiał się. Zaraz zaraz to......Ross! Przyśpieszyłam kroku. Założyłam okulary przeciw słoneczne na czubek nosa i szybko skręciłam w najbliższą uliczkę. Było blisko. Szłam tą uliczką, choć nie wiedziałam dokąd biegnie. Byłam zszokowana gdy doszłam do jej końca. Okazało się, że to skrót do clubu. Uśmiechnęłam się pod nosem i weszłam. Na miejscu byli już prawie wszyscy czyli: Raini, Rydel, Riker, Ness, Ell. Brakowało tylko Rockyego. Raini od razu rzuciła mi się na szyje. Po niej przywitałam się jszcze z Ell'em.
- A gdzie Rocky?- zapytałam.
- Zaraz przyjdzie. Czekał aż Ross wyjdzie z domu.- odpowiedziała Rydel. Po krótkiej wymianie zdań zabraliśmy się do pracy. Po 10 minutach wpadł Rocky. Uściskał mnie i Ness i dołączył do pracy. Po kilku godzinach Rydel powiedziała.
- Okej skończone. Teraz szybko do domu zbierać sie.- Wszyscy zrobili tak jak zarządziła Rydel. Każdy wrócił do domu.
                 Rydel
Przede mną najtrudniejsza część, namówić  Rossa na wyjście do klubu. Wróciłam z braćmi do domu. Wzięłam kąpiel i zapukałam do pokoju Rossa. Po grzecznym "proszę" weszłam.
- Zbieraj się- powiedziałam wyciągają z jego szafy koszulkę i jensy, które rzuciłam na łóżko.
- Gdzie.-
- Chyba nie myślisz, że w osiemnaste urodziny dam ci siedzieć samemu zamkniętemu w swoim pokoju.-
- Daj mi spokuj Ryd nie jestem w nastroju.-
- Co randka się nie udała?-
- Nie pytaj. Okazało się, że ma chłopaka. Dasz wiarę.-
- Ross proszę. Nie namawiam cie do hucznej imprezy tylko do drinka z siostrą. - popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem.
- No dobra ale bez jakiś imprez.- Popatrzył na mnie podejrzliwie.
- Nie no co ty zrobiłam ci imprezę na całe miasto.- Powiedziałam sarkastycznie. - Masz 10 minut. Zbieraj się, czekam na dole.- powiedziałam i zaszła na duł z uśmieszkiem. Chłopaków już nie było w domu. Już pojechali. Czekałam nudząc sie. Zaczęłam grać na telefonie. Po 8 minutach zszedł Ross. Nie miał zbyt fajnej miny.
- A ja myślałam, że z naszej rodziny to ty jesteś imprezowiczem.-
- Po prostu idźmy- powiedział zrezygnowany.
- Mówisz jakbyś szedł na wyrok śmierci.- nie skomentował tego. Poszliśmy do samochodu.
            Ross
Byliśmy w samochodzie. Nie mam ochoty na imprezowanie. Nie mam z kim. Zanim  się spostrzegłem usłyszałem:
- To tu.- powiedziała Rydel. Wyszliśmy z samochodu. - A teraz uśmiech poproszę, bo wypłoszysz ludzi.- dodała. Uśmiechnąłem się sztucznie.  Popatrzyła na mnie miną "żartujesz sobie ze mnie." Pociągnęła mnie za rękę. Weszliśmy. Wow. Byłem w szoku. Wisiał tam wielki napis Happy birthday Ross. Mimowolnie uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Wszyscy patrzyli na mnie.
- zaskoczony?- Zapytała Raini.
- Troszeczkę.- powiedziałem.
- A jesteś gotowa na jeszcze większą dawke szoku.- zapytał ktoś z tyłu. Znam ten głos. Ten śliczny lekki głosik. Nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę ona. Odwróciłem się. Zobaczyłem piękną jak zawsze Laure. Rzuciliśmy się sobie na szyje.
- Kiedy? Jak?- Zacząłem pytać.
- Wczoraj. Samolotem- odpowiedziała śmiejąc się jak ja tęskniłem za tym uśmiechem.
-Dobra dobra dobra. Koniec tego, bo rzygam tenczą.- Powiedział Rocky. Oderwaliśmy się od siebie.
- To może czas na prezent?- Powiedziała Rydel- Ten jest od nas- dodała podając mi dwa pudełeczka. Jedno małe drugie duże. Niepewnie otworzyłem małe. Zobaczyłem naszyjnik w kształcie piórka do gitary z logiem naszego zespołu. Znów miałem uśmiech na twarzy. Otworzyłem drugie, większe. Była tam bluza cała czarna z logiem R5.
- Mówiłem wam kiedyś, że was uwielbiam.- Wszyscy zaśmiali się. I powstał grupowy uścisk.
    * kilka godzi później*
Wszyscy bawią się w najlepsze. Riker tańczy teraz z Ness. Hymm nawet fajnie razem wyglądają. Podeszła do mnie Laura.
- A gdzie zgubiłaś Rydel?- zapytałem.
- No właśnie.- powiedziała smutna. Zaniepokoiłem się.- Poszłyśmy razem do łazienki. Ale tam spotkałyśmy kogoś. Był tam Ell ze swoją dziewczyną, całowali się. Rydel wybiegła z płaczem na zewnątrz. Byłam u niej ale powiedziała, że chce być sama.- Nic nie mówiąc wstałem z miejsca. Zatrzymał mnie Rocky. Już drugi raz w tym tygodniu To robi się dziwne.
- Pozwól mi  pobawić się w brata.- powiedział  i ruszył w stronę wyjścia.
-A temu co? Czy coś się wydarzyło pod moją nieobecność?- zapytała Laura wskazując palcem na Rockiego.
- Sam tego nie ogarniam- Patrzyliśmy ze zdziwionymi minami na odchodzącego Rockiego.
                        Rocky
Aż sam sie sobie dziwie, że jestem taki pomocny. Ale mam dość patrzenia jak Rydel się męczy. Całe życie pomaga innym, a dla siebie nie ma czasu. Dotarłem do wyjścia. Nie wiedziałem, że ten klub jest tak duży. Na schodach siedziała Zapłakana Rydel. Usiadłem obok i ją przytuliłem.
- Jak się trzymasz siostra?-  nic nie odpowiedziała, tylko wtuliła się mocniej we mnie. - Rydel daj spokój. Ja jestem facetem, ale wiem, że nie ma po co płakać dla faceta.- próbowałem ją pocieszać.
- Myślisz?- zapytała.
-No pewnie. Rydel jesteś śliczna, a tu jest wiele, a nawet mnóstwo facetów, fajnych facetów. Idź i się baw. Nie patrz na Ell'a. Olej go i tą jego dziewczyne. I tak więcej niż tydzień ze sobą nie wytrzymają. Weź wytrzymaj z Ell'em.- Zaśmiała się. Poprawiła sie i usiadła prosto. Wytarła łzy.
- Masz racje. Pieprzyć facetów  idę się bawić-
- nie do końca o to mi chodziło, ale dobrze myślisz- uśmiechnąłem się. Wstałem i podałem jej rękę. Zachęciłem ją ruchem głowy. Wstała i  wróciliśmy  na sale.
********************************************************************************
Wiem, wiem przepraszam. Miałam dodać rozdział wczoraj, ale nie wszystko poszło po mojej myśli. Jeszcze raz przepraszam i zachęcam do  komentowania. Następny rozdział będzie we wtorek.


środa, 26 lutego 2014

przepraszam

Przepraszam nie dałam rady dziś napisać rozdziału. Jutro nie ide do szkoły więc na pewno dodam. Przepraszam. Mój błąd.

niedziela, 23 lutego 2014

8.Jedna łza + powrót

            Laura
Otworzyłam oczy. Na zegarze była 06.30. "Hmmmm pasaowało by wstać" pomyślałam. Założyłam kapcie i zeszłam na śniadanie jeszcze w piżamie. Po schodach schodziłam powoli , bo jeszcze do połowy spałam. Nagle zobaczyłam  stojących na końcu schodów rodziców i Vanesse.
- o co chodzi.- zapytałam
-Mamy dla ciebie niespodziankę- powiedziała mama. Ness odsłoniła walizki. Zdziwiłam się troszke.
- Co już mnie nie chcecie?- zapytałam zdziwiona.
- dla nas to mogłabyś nie wyjeżdżać.- uśmiechną się tata. Po czym mnie przytulił.
- okej , aż sama się dziwie że to mówię, bo będziemy bardzo tęsknić, ale leć się pakować.-powiedziała mama
-zaraz , zaraz czy chcecie mi powiedzieć że..- zaczęłam się dziwić.
- samolot masz o 20.00. - powiedziała mama
- khem khem chciałaś powiedzieć "macie"- wtrąciła Ness. Rzuciłam się na rodziców.
 -kocham kocham kocham was.- zaczęłam krzyczeć.
- dobra dobra dosyć tej miłości,  śniadanie i idz się pakować.- powiedział tata
- dziękuje.- i odeszłam do kuchni.
              Narrator
Poranek był słoneczny. Niebieskie zasłony były lekko poruszane przez bryzę wpuszczoną przez uchylone okno. Jeden z promieni padł na twarz śpiącego blondyna. Lekko otworzył oczy. Nie chętnie  wywlókł się z łóżka kierując się w stronę szafy.  Wyją jensy i czerwoną koszulkę, po czym szybko się przebrał. Aż trudno uwierzyć , że Riker tak szybko wstał. Zawsze jeszcze odpoczywał po śnie.  Nagle z komórki jeżącej na półce nocnej , można było usłyszeć głośny , nieznośny dźwięk. Blondyn szybkim ruchem zakrył sobie uszy. "Co to jest do jasnej *****" . Spojrzał na telefon. " sms ? ale ja mam inny dźwięk na sms-y Zaraz zaraz.....Ross! Zabije gówniarza" pomyślał. Zaczął czytać sms-a.
                            "Hej mam niespodziankę przyjedziemy jutro z Laurą"
                                                                                                                    Ness :*
Uśmiech pojawił się na jego twarzy. Zapomniał o złości na Ross. Lekko uchylił dziwi , by nikogo nie obudzić. W końcu była 6.45. Zapukał do pokoju siostry i wszedł do niego.Nic nie mówiąc  podstawił "jej" telefon pod nos , by mogła przeczytać sms-a.
- Ja pierdole , możecie w końcu przestać mylić pokoje. Rydel ma pokój obok. Nie budz mnie więcej.- zaczął krzyczeć naburmuszony Rocky.
- sorry sorry. A tak w ogóle , to znajdź sobie dziewczynę, może przestaniesz tak marudzić. - Brunet rzucił poduszką w brata , ale ten szybko zamkną za sobą dziwi.
- Dziewczynę?! Pffff po co mi?- powiedział sam do siebie , po czym znów zasną. W między czasie blondyn już bez żadnych przeszkód trafił do pokoju siostry, która czytała książkę. Jednak myślami była gdzie indziej.
-hejo mam dobre wieści.- powiedział.
- ooooo jakie. A tak na marginesie , to się puka.- powiedziała Rydel.
- oj tam oj tam. patrz.- i podał jej telefon. Gdy przeczytała sms-a , była tak szczęśliwa że nie wiedziała co ze sobą zrobić.
- boże , to świetna wiadomość.- z której aż uściskała brata.- zadzwonię do Raini.- powiedziała
- ej ej siostra przystopuj, jest za 10  7 . Pewnie jeszcze śpi.
- masz racje, zadzwonię do Laury, on na pewno nie śpi.- złapała telefon i zczęła dzwonić wyganiając ruchem dłoni brata. Riker uśmiechną się i wyszedł.

                    Ross
Obudził mnie hałas na korytarzu. Wyskoczyłem z pokoju. Byli tam Rydel i Riker. Śmiali się.
- Co jest?- zapytałem.
-Nic.- nagle ucichli.
-okej - "dziwne" - to ja wracam do łóżka.- pomachałem i ruszyłem w strone pokoju. Gdy zamknąłem drzwi znów usłyszałem śmiech rodzeństwa. "Bardzo dziwne" Rzuciłem się na łóżko. Zgarnąłem po drodze telefon z szafki nocnej. Na telefonie było widać małą żółtą kopertę z napisem "Lau". Na mojej twarzy mimowolnie pokazał się uśmiech. Jednak przypomniałem sobie że jest tak daleko i że jutro jej nie będzie. Otworzyłem wiadomość:
                 " Pobudka śpiochu :*"
Miałem już odpisywać ale nagle ekran stał się cały czarny. Zdziwiłem sie. Próbowałem go włączyć, ale to nic nie pomogło. W końcu skończyło sie na wciskaniu wszystkich przycisków. Hymmm to chyba nie będzie udany dzień. No cóż. Ubrałem się i zszedłem na duł. Na stole w kuchni były naszykowane kanapki. Chwyciłem talerz i powędrowałem do salonu gdzie była Rydel i Rocky. Usiadłem na fotelu. Rocky oglądał jakiś film, a Rydel skrobała swoimi różowymi paznokciami po telefonie.Nagle cała nasza trójka podniosła głowy.
Usłyszeliśmy dźwięk otwierania dzwi. Czekaliśmy kto wyjdzie zza ściany. Zobaczyliśmy naszego brązowowłosego kolege.
- Siemasz rodzinko.- powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Ratliff. Odmachaliśmy mu i wróciliśmy do swoich zajęć.           - ale wy gadatliwi- kontynuował rozkładając się na fotelu.
- Kanapeczkę?- zapytałem wskazując na talerz położony na ławie.
- Zawsze.- powiedział uśmiechając się, ale nie sięgał po kanapkę.- ale nie dziś. Przed chwilą jadłem śniadanie.Cała nasza trójka zrobiła zdziwione miny.
-ty nie jadasz śniadań.- powiedziała Rydel. Na twarzy Ell'a pojawił się tajemniczy uśmieszek.
- No jak ci ktoś uroczy poda je do łóżka to jest całkiem nie złe.- odpowiedział. Spojrzałem na Rydel, starała się nie ukazywać emocji, ale ta wiadomość wybiła ją z równowagi.
- Kto? Mama?- dokuczał mu Rocky. Zaśmialiśmy się.
- Hahaha bardzo śmieszne. Ma na imię Eva i jest modelką bikini.- Oczy Rydel zaszkliły się. Wstała gwałtownie pobiegła na górę.- Co ją ugryzło?- zapytał Ell. Uderzyłem się dłonią w czoło. Już wstałem z fotelu by za nią pobiec, ale zatrzymał mnie Rocky.
- Wiesz może się nie znam. Zresztą zrobisz jak chcesz, ale lepiej będzie żeby była teraz sama.- powiedział. To on wie!? Jejku zawsze brałem go za brata, który nie podnosi oczu z nad telefonu, a tu proszę Pewnie zauważył szybciej ode mnie. Tylko się nie mieszał. Może miał racje.
- Gadacie jakimś kodem czy co?- zapytał jak zwykle nie w temacie Ell. Zaśmiałem się i z powrotem padłem na fotel. Rocky odłożył telefon i odwrócił się w stronę Ratliffa.
- No zaciekawiłeś mnie. Opowiadaj.- powiedział. Ciekawe jak tam Rydel. Biedna. Jest w nim bardzo zakochana.

*wspomnienie Rossa- dokończenie rozmowy z Rydel ( prolog)*
- Rydel jak to było. No wiesz czy ty.... od razu się zakochałaś w Ell'u?- Rydel zaczęła nerwowo skubać sweter. Zauważyłem że często ma takie "nawyki" gdy się denerwuje. Tupie nogą, albo chodzi w kółko. Wygląda wtedy jak rozwścieczona smerfetka.
- widzisz, na początku traktowałam go jak jednego z was. Jak brata. Nasze relacje ograniczały się do przyjacielskich, kumpelskich. Kiedyś pisaliśmy piosenke. Wtedy wpadłeś na pomysł żeby w coś pograć. "może w butelke" ktoś w końcu to powiedział. Zaprotestowałam ale nie słuchaliście. Zaczęliśmy grać. Wtedy Rocky wylosował Ell'a, który wybrał wyzwanie. Dłuuuugo się zastanawiał, znaczy zastanawialiście się. Ja nie brałam w tym udziału. Niestety ktoś wpadł na pomysł pocałowania mnie. Tym kimś byłeś ty.- uśmiechnąłem się i zarumieniłem.- Jak to ja, zaczełam protestować. Ell również, ale nie ,wy chcieliście się pośmiać. Pocałował mnie w policzek.
- i tyle wystarczyło? Tylko tyle, bo pocałował cie w policzek?!- przerwałem jej.
- przymknij się, obudzisz wszystkich. To dopiero początek historii. A wracając. Myślałam, że ten pocałunek spłynie po mnie jak wszystkie wasze wygłupy. Ale to nie dawało mi spokoju. Cały czas myślałam o tym pocałunku. Czasami się uśmiechałam na myśl o tym. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Wtedy poznałam Maxa. Pamiętasz go?- kiwnołem twierdząco głową.- I zapomniałam o tym.
- Ale przecież dalej go kochasz.-
- Spokojnie, byłam naprawde zakochana w Maxie, przynajmniej tak mi się wydawało. Pewnego dnia  znów siedzieliśmy pisząc piosenkę. Gdzieś poszliście a ja zostałam sama z Ell'em. Pisaliśmy coś chwile, a później on wstał i powiedział, ze musi iść, bo się umówił. Zaczęłam wypytywać o szczegóły. Powiedział, że poznał dziewczyne. Że jest piękna, miła i w ogóle idealna. Zaczą mi o niej opowiadać, a ja z każdym jego słowem czułam ukucie w żołądku. Któregoś razu przypadkowo spotkaliśmy się w parku. Ja z Maxem i Ell z tą dziewczyną, która miała na imię Monica. Rozmawialiśmy i w pewnym momencie padło słowo "podwójna randka". A ja głupia się na nią zgodziłam. Spotkaliśmy się we czwórkę następnego dnia. Ja się dobrze bawiłam na tej randce. Ja i Ell  rozmawialiśmy cały czas ze sobą. Zupełnie zapomnieliśmy o naszych parach. Poczułam się jak na idealnej randce. Było perfekcyjnie. Następnego dnia Max zerwał ze mną. Zarzucając mi , że czuje coś do Ell'a. Nie potrafiłam zaprzeczyć. Wieczorem przyszedł Ell. Powiedział, że Monica z nim zerwała podając ten sam argument. Powiedział "jak oni mogą tak myśleć. Skąd wzięli ten idiotyczny pomysł". Bardzo mnie to zabolała. Wtedy ogarnełam, że zawsze coś do niego czułam. Wtedy ogarnełam, ze... jestem w nim zakochana.- przestała. Zamilkliśmy na moment.
- co wtedy czułaś?- zapytałem.
- Zadajesz bardzo trudne pytania wiesz.- zaśmiała się.- Hymm czułam się doskonale. Mój cały świat  zmienił się diametralnie. Myślami wciąż błądziłam. Byłam rozkojarzona. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać przy nim. Na początku gubiłam się, ale z czasem on przyprowadzał coraz nowsze dziewczyny, w tym Kelly, a ja się z tym pogodziłam.-
-i już? Tyle?- zapytałem
-A czego się spodziewałeś, że będę o niego walczyć, że wpadnę mu w ramiona i wyznam mu miłość. Oooo nie napewno nie. Dobranoc braciszki.-

- No więc jest prześliczna, i dobrze całuje.- kontynuował Ell. Rocky wsłuchiwał się w niego. - Ej a tak w ogóle to gdzie jest Riker- zapytał. Otrząsnąłem się. Nie zauważyłem, że go nie ma. Widziałem go ostatnio dziś rano.
- Wyszedł dość wcześnie, mówił, że ma coś do załatwienia.- Zza pleców usłyszałem głos mojej siostry. Rękawy czarnej bluzki miała zaciągnięte aż do palców dłoni. Na twarzy miała sztuczny uśmieszek. Zaczęła siłować się z tosterem który jak na złość zacią się. "Co jest ?!" powiedziała.
- Czekaj, czekaj- pobiegłem do niej- spokojnie- szybkim ruchem naładowałem toser.Po jej minie można było poznać że jest zła i smutna. Oparła się tyłem o blat. Zamknęła oczy i westchnęła. Wyglądało to tak jakby próbowała nad sobą zapanować. Chwile po tym po pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk przychodzącego sms-a.  Rydel wyciągneła telefon. Po trzech próbach odblokowania telefonu w końcu jej się udało. Zaczeła wodzić wzrokim po ekranie komórki. Nagle...... uśmiechnęła się. Wzieła tosta i go ugryzła.
- Dobra muszę iść.- Wyglądała jakby cały smutek i wściekłość ją opuściły. Wyszła cała w skowrokach. "Nigdy nie zrozumiem dziewczyn".
                  Rydel
Dostałam sms-a od Rani. Napisała,że już wszystko gotowe i bym przyszła sprawdzić efekty. Ucieszyłam się. To już jutro. Mój mały braciszek w świetle prawa stanie się pełnoletni. Na samą myśli mi się mordka cieszy. Szłam taka uradowana w stronę klubu. Przypomniałam sobie Ell'a. Poczułam się wtedy jakby ktoś mnie kopną w tyłek z urwiska.  Nie powinnam się tak czyć. To tylko kolega. Hymmm kogo ja oszukuje? Zatrzymałam się i padłam na ławke w parku. Po moim policzku spłynęła jedna łza. O jedną za dużo. Ooo nie! Nie będe ryczeć przez faceta. Wstałam i szłam dalej. Mijałam pary całujące się.  Z każdą następną robiło mi się nie dobrze. Chyba bym zwymiotowała gdyby nie to, że doszłam już do klubu. W środku czekali już na mnie Raini i Riker.  Podeszłam do nich i usiadłam obok.
- To jak tam nasze sprawy- zapytałam.
- W sumie jest zaproszonych razem z nami 53 osoby. Plus minus oczywiście. Doliczając Laure i Ness to 55. Miejsc jest 60 więc na pewno wystarczy.-odpowiedziała Raini.
-Zaproszenia zostały wysłane, a goście mają przyjść o 18. Alkohol także załatwiony. Prezent zapakowany czeka na doręczenie do właściciela. Tort zamówiony. Reszta należy do ciebie.- przerwał jej Riker.
- Tylko wyrwać Rossa z domu. Drobnostka.To co pijemy coś?- zaproponowałam. Mieli dziwne miny.
- Wszystko gra siostra?- Riker wodził po mnie zdziwionym spojrzeniem.- Dobrze się czujesz?-
- A no tak zapomniałam, że mam jechać po dziewczyny na lotnisko.-  walnęłam się w czoło.
- nie do końca o to mi chodziło. Wiesz jest dopiero 13 a ty już sięgasz po alkochol. A poza tym od kiedy ty pijesz?- zaczął odstawiać jakieś lamenty mój kochany blond braciszek.
- oj daj spokuj. Lepiej bierzmy się do pracy.- I zaczęliśmy dekorować sale. Riker przynosił coraz więcej pudeł z auta. Ja z Raini zajęłyśmy się ustalaniem co i jak, a Riker wszystko wieszał. Po kilku godzinach ciężkiej pracy zaczęlismy się zbierać do domu.
-Dobra to pa. Jeszcze raz dzięki za pomoc Riker. I dozobaczenia jutro. Pozdrówcie ode mnie Laure.- pożegnała się z nami czarno włosa. My również opuściliśmy lokal, ale nie pojechaliśmy do domu ale na lotnisko. Gdy dojechaliśmy samolotu jeszcze nie było, więc czekaliśmy. Przypatrywałam się ludziom. Większość się gdzieś śpieszyła, lub siedziała i czekała. Mała dziewczynka bawiła się z pieskiem. Miała koszulke z logiem R5. To takie słodkie.
- Rydel, chyba przylecieli.- z zamyślenia wybudził mnie Riker. Podeszliśmy blirzej wyjścia z samolotu. Czekaliśmy aż zobaczymy przyjaciółki. Zobaczyliśmy dwie uśmiechnięte kobitki. Riker i Ness przywitali sie i uściskali. Ja z całej siły przytuliłam Laure.
- Jak dobrze, że jesteście.- powiedziałam.
- ja też się ciesze.- Odpowiedziała jak zwykle miło i z uśmiechem Laura.- A teraz zawieźcie mnie do domu bo padam z nug- dodała. Uśmiechneliśmy się do siebie i wróciliśmy do domu..
**********************************************************************
Yeah! Moja wena do mnie powróciła. "Nareszcie". Następny będzie w środe. Miłego dnia.


czwartek, 20 lutego 2014

7.Nowa znajomość+rozmowa z mamą

       Laura
Wstałam jak co dzień, ale to nie był zwykły dzień. Jestem rozdarta. Raz się ciesze , a raz przeciwnie. Było dość ciepło. Ubrałam dzinsy i niebieska bluzkę z rękawami 3/4 , którą dostałam od Rani na urodziny. Razem z Ness szybko się zebrałyśmy i pojechałyśmy na lotnisko. Później odprawa i wyleciałyśmy.

******************27.12.13(6 dni po przybyciu do Londynu)*********************
               Laura
Bardzo szybko minęły te święta. Były one rodzinne i z tego  ciesze się najbardziej. Oczywiście brakowało mi Raini, Matta, Rossa i Rydel. Bardzo za nim tęsknię. A po jutrze Ross ma osiemnastkę, na której oczywiście mnie nie będzie. " Ughhh do kitu'' pomyślałam.
                Rydel
Siedziałam sama w pokoju słuchałam muzyki i czytałam książke. A i oczywiście tęskniłam, nie tyko za Laurą ale i za ..... Ell'em. Wyjechałna święta do rodziny. " Boże dlaczego musiałam sie aż tak bardzo zakochać" obwiniałam siebie. Nagle zazwonił telefon. Nie znałam numeru.
R- (Rydel).-  Słucham.
K ( Ktoś)- Hej, mam na imię Raini Rodrigez, jestem najlepszą przyjaciółką Laury i Rossa. Wiem, że to tak dziwnie z mojej strony bo się nie znamy, ale nie miałam do kogo się wzrócić. A chodzi o to, że razem z Laurą planowałyśmy imprezę na urodziny Rossa. Większość rzeczy załatwiała ona, a ja teraz nie wiem co robić bo ona wyjechała,  a ja do niej nie zadzwonię bo i tak ma doła, że jej nie bedzię, więc pomyślałam że mi pomożesz.
R- no pewnie, a tak w ogóle to jestem Rydel.
Ra- Miło mi, to od czego zaczynamy. Kompletnie nie znam się na organizacji.
R- zacznijmy od spotkania i omówienia wszystkich szczegółów.
Ra- dobrze to może w parku o 16?
R- Dobrze a teraz muszę kończyć bo Ross idzie. Do zobaczenia.- i się rozłączyłam. Udawałam, że czytam książke. Wszedł do mojego pokoju. Usiadł na łóżku.
- rozmawiałaś z kimś- zapytał
- nie, nie.- skłamałam.- Co zamierzasz robić , w swoje urodziny?- próbowałam zmienić temat.
- Najchętniej , siedziałbym w domu.- powiedział.
-zwariowałeś, przecież to twoja osiemnastka!- zaczęłam głośniejszym tonem.
- no wie ale, nawet nie mam z kim świętować. Laura wyjechała,  Caluma po prostu nie mogę świętować tylko z wami i Raini.- powiedział posmutniały.
- oj daj spokój,- pocieszałam go- no błagam przecież to są osiemnaste urodziny. Musisz coś zrobić.- uśmiechną się.- tak właściwie to  przyszedłem  do ciebie by zapytać się jak się trzymasz?- spojrzałam na niego miną  typu " nie rozumiem pytania" .- No wiesz , Ela już długo z nami nie ma-'powiedział niepewnie.
- Oj przestań, przecież zaraz wróci, a ja wytrzymam przecież to tylko kolega.-
- taaa jasne. Jak w końcu przestaniesz oszukiwać sama siebie to przyjdź uśmiechną się lekko i poszedł. Odetchnęłam, ale chyba ma racje. Chyba naprawdę oszukuje się sama. " Wow jeszcze tego nie było, żeby   młodszy brat dawał mi rady".
Po kilku godzinach ubrałam się  i ruszyłam w stronę parku. Jeszcze przed wyjściem usłyszałam pytanie " Gdzie idziesz." zapytał Ross. Powiedziałam, że przejść się, że muszę wyjść na świeże powietrze, bo boli mnie głowa. Po 20 minutach byłam w parku. Wcześniej zakradłam się do pokoju  Rossa i zobaczyłam stojące na biurku zdjęcie jego z dziewczynami, by zobaczyć jak wygląda Raini. Bez trudu  rozpoznałam czarnowłosą dziewczynę z pięknymi lokami. Była ubrana w  białą koszule i fioletowe spodnie. Podeszłam do niej.
- Raini tak?- zapytałam
-'Tak, miło mi cię w końcu poznać , Ross dużo o tobie mówił.-
- Mi o tobie też, no dobra bierzmy się do roboty. Wiesz może jak Laura planowała iimprezę-
-Sale mamy już zarezerwowaną, nie wiem czy kojarzysz klub "Babilon". A reszta jest do omówienia. To może na początek lista gości.-
- No pewnie, to muszą być osoby które zna i jakoś toleruje. - Zaśmiałam się.
- Myślę że listę gości łatwo uzupełnimy, gorzej z prezentem, masz jakiś pomysł?-
- Może jakiś instrument. Choć nie to obcykane. Wiem mam pomysł musisz do mnie przyjść wieczorem. Tylko tak żeby Ross nie zauważył, znam osobę która chętnie nam pomoże.-
- dobrze, to do wieczora.- pożegnałyśmy się, ale okazało się że idziemy w ta samą stronę. Doszłyśmy do domu Raini i znów się pożegnałyśmy. Jest naprawdę fajna polubiłam ją. Wróciłam do domu.
- wróciłam-- kzyknęłam na kanapie w salonie siedział ktoś znajomy, zaraz, zaraz to Ell!!!- co ty tu robisz?- powiedziałam rzucając się na jego szyje. Dotarło do mnie ze dziwnie sie zachowuje zarumieniłam sie i odskoczyłam od niego.
- wróciłem trochę wcześniej. - usimiechną sie. " ohhh jak ja uwielbiam ten uśmiech'' pomyślałam.
- wiesz ja muszę iść. Nie wiesz czy Ross jest u siebie.-
- powinien być.-
 - dzięki.- i ruszyłam w stronę  pokoju brata.
- Miałeś racje- wpadłam nie czekając na zaproszenie- okłamuje sama siebie- padłam na łóżko.
- yyyyyyy  Rydel, Ross ma pokój na przeciwko.- powiedział zmieszany Rocky
- aaa sorry - zarumieniłam się i wyszłam. Tym razem grzecznie zapukałam. Usłyszałam '' Proszę'' i od razu rozpoznałam Rossa.
- Hej Ross, możemy pogadać?-
- ta jasne wchodź- usiadłam na łóżku. Spojrzałam na blondasa by upewnić się , ze to na pewno Ross.
- wiesz chyba miałeś racje, jestem cholernie zakochana w  ....- bałam się że nie przejdzie mi przez gardło.- Ellu.- powiedziałam.
- wiem.- powiedział stanowczo.- jak chcesz to moge z nim pogadać. Za tydzień rodziców nie będzie w domu. Zaproszę Ella i zrobimy sobie  taki męski wieczór, a ty pójdziesz do Laury.- powiedział poprawiając włosy.
- Taa w sumie czemu nie, ale zrób to dyskretnie i bez alkoholu.- uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju brata kierują się w stronę swojego. Dostałam sms-a " już jestem pod twoim domem. Raini". Cichutko zeszłam na duł i wpóściłam czarnowłosą. Przemknęłyśmy się do mojego pokoju.
- ok to kto ma nam pomóc.- zapytała Raini
- Czy Ross mówił wam kiedyś o swoim przyjacielu Calumie?.-
- coś wspominał, a masz pewność że się nie wygada?-
- co ty , Calum!? Nigdy.- wyciągnęłam komórke- pytanie, czy odbierze?- powiedziałam wyszukując w kontaktach numeru.-Jest.- I zaczęłam dzwonić. Pierwszy sygnał, Drugi, trzeci, chyba nie odbierze, czwarty sygnał.
- Słucham- usłyszałyśmy miły męski głos wychodzący ze słuchawki.
- Hej Calum tu Rydel.-
- o hej co u ciebie.-
- spoko, dzwonie do ciebie w ważnej sprawie, jest tu ze mną Raini przyjaciółka Rossa wspominał coś?-
- tak tak miło mi poznać jestem Calum.- Raini grzecznie odpowiedziała " hej ja Raini"
-a więc jak oczywiście wiesz po jutrze są urodziny Rossa, mamy już przygotowaną sale, liste gości , ale nie wiemy co z prezentem, jako że znasz go najlepiej to mamy nadzieje że coś doradzisz.- zapytałam.
- to proste, sprowadzcie Laure do domu, ostatnio mi się żalił, a tak na serio to prezent to nie problem, kupcie mu  coś banalnego ale coś co mu się napewno spodoba coś co zawsze będzie miał przy sobie i co będzie mu przypominało dobre chwile, hmmmmm WIEM!!!  kumcie naszyjnik w kształcie piórka do gitary z logo R5.
- Calum , jesteś geniuszem.- powiedziała Raini
- weź mu tak nie mów bo jeszcze pomyśli że to prawda.- zaczełam mu dogryzać- ale musze przyznać że pomysł niezły.-uśmiechnełam się. Zaczeliśmy omawiać szczegóły i tak zleciał cały wieczór.
                Laura
Siedziałam na parapecie pijąc kakao i patrząc w piękne Londyńskie niebo. Dziś nie było żadnej chmurki. Idealnie widoczne gwiazdy migotały jak małe latarki. Rozmyślałam co teraz robią moi przyjaciele.
- hej skarbie co tak tu sama siedzisz.- z zadumy wyrwała mnie mama.
- a nic tylko przyglądam się gwiazdom , dziś są wyjątkowo piękne.- uśmiechnęłam się lekko. Mama bawiła się moimi włosami.
- Laura, pogadajmy. Widzę że coś cie gryzie.- wiedziałam że zaprzeczanie nie ma sensu, mama znała mnie najlepiej.
- Widzisz nie dawno do mojego grona znajomych doszło parę osób. Poznałam Rossa i Rydel  to rodzeństwo i bardzo się z nimi zaprzyjazniłam.- tu opowiedziałam całą naszą znajomosć- I problem z w tym że po jutrze Ross ma osiemnaste urodziny, i mnie nie będzie.-
- ohhh skarbie, było tak od razu. Jeśli jesteście prawdziwymi przyjaciółmi to odległość nie ma znaczenia. Zresztą sama o tym przed chwilą mówiłaś, spójrz na Rossa i Caluma to się nazywa prawdziwa przyjaźń.- uśmiechnęłam się- dobra ja ide spać, tylko nie siedź za długo- pocałowała mnie w czoło i poszła. Chwile jeszcze rozmyślałam i ruszyłam w strone swojego pokoju.
*********************************************
Dodałam. Teraz będę robić trochę większe odstępy pomiędzy rozdziałami, ponieważ opuściła mnie ma wena. Na razie jestem chora i nie chodzę do szkoły więc następny będzie jak zawsze w niedziele.

poniedziałek, 17 lutego 2014

6.premiera+ pożegnania

              Laura
Wstałam przerażona tym dniem. Najpierw przedstawienie, a później czeka mnie rozmowa z Rossem. Wyjęłam z szafy już dawno przygotowaną na jasełka sukienkę. Była cała czerwon. Przegryzłam coś i ruszyłam w stronę szkoły. Próbowałam skupić się na  spektaklu,  ale ta sprawa z Rossem nie dawała mi spokoju. Nim spostrzegłam byłam już w szkole. Był już tam Ross.
- Hej Lau. Jak tam emocje.- zapytał blondasek.
- Dobrze.- zatrzymałam się- Ross musimy porozmawiać- w końcu wydusiłam.
- dobrze ale  nie teraz. Okej? Wołają nas .- złapał mnie za renkę i pociągną w strone sceny. Był ubrany w białą koszulkę, spodnie tego samego koloru i czerwona marynakę Zaczęło się generalne spotkanie, na którym byłam nieobecna myślami.Ross to zauważył.
- Laura wszystko gra?- zapytał zaniepokojonym głosem.Nie odpowiadałam przez chwile.
- tak , to przez nerwy. nie martw się.- skłamałam , ale ja po prostu nie wiem jak mam mu powiedzieć że wyjeżdżam na ponad tydzień. Siedziałam nieobecna. Nie wiedziałam co z sobą zrobić. Czekałam na przedstawienie. Ćwiczyłam piosenkę. W końcu zaczął się spektakl. Najpierw śpiewał Ross. Zrobił prawdziwe show. Wszystko wyszło perfekcyjnie. Nadeszła moja kolej. Chyba nie było najgorzej. Ross powiedział, że było wspaniale. Nadeszła finałowa piosenka.
               

Usiedliśmy przy fortepianie i zaczeliśmy. Publiczności się podobalo. Pan West był uwielbiany. Później zaczęły się życzenia. Każdy każdemu. Aż w końcu wróciłam do domu. Wyciągnęłam walizki z szafy i zaczęłam się pakować. Spakowałam połowę szafy. Myślałam tylko o tym że znów zobaczę rodziców. Tak się za nimi stęsniłam. Już nie mogę się doczekać aż ich znów zobaczę. Sięgnęłam do półki i zobaczyłam już wcześniej kupione prezenty na gwiazdkę dla Raini, Rossa i Matta i na osiemnastkę Rossa. Posmutniałam. Przypomniałam sobie, że  musze dziś dać im prezenty bo przecież jutro rano wylatuje a i oczywiście musze im o tym powiedzieć. Ruszyłam w stronę drzwi. Założyłam coś na siebie. Najpierw powędrowałam do Raini. Zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzyła mi mama Raini. Przywitałyśmy się i pani Rodrigez zawołała córkę. Rani zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Nic nie mówiąc podalam jej pudełeczko. Zdziwiona nic nie mówiąc otworzyła je. Wyciągneła branzoletkę
- O mój boże, Laura ona jest prześliczna.-uśmiechnęłam się, ale natychmiast posmutniałam. Raini na mnie spojrzała. - Błagam nie mów że to prezent na gwiazdkę.- Nadal nic nie mówiłam. Bałam się, że wybuchnę płaczem. Raini nic nie mówiąc przytuliła mnie.- Mówiłaś już Rossowi, bo znając życie nie jedziesz tam tylko na święta.- "Jak ona dobrze mnie zna" pomyślałam.
- Właśnie zamierzałam pójść do niego.- Nagle obie wybuchłyśmy płaczem.- nie płacz głupia,- powiedziałam choć sama ryczałam- perzcież nie wyjeżdżam na zawsze.- Uśmiechnęliśmy sie do siebie. Raini podeszła do komody, wyciągnęła pudełeczko i je mi podała.
- Raini on jest śliczny.- powiedziałam trzymając w ręku naszyjnik. Przytuliłyśmy się, i zaczełyśmy płakać.
- nie płacz głupia.- powiedziałam do przyjaciółki. Odprowadziła mnie i znów się pożegnałyśmy. Ruszyłam w strone domu Rossa. Zadzwoniłam dzwonkiem, otworzył mi Blondasek.
- hej co ty tu robisz.-
- mówiłam, musimy porozmawiać.- powiedziałam. Miałam wrażenie, że zaraz się rozryczę. Zaprosił mnie gestem do środka.
- posłuchaj musisz chwile  poczekać. Idź do salonu tam jest Rydel.- i pobiegł w stronę swojego pokoju. Zdziwiona całą sytuacją ruszyłam w do salonu.
- musisz mu wybaczyć, rozmawia z Calumem, a jak to robi to cały świat traci sens .- z zamyślenia wyrwała mnie Rydel. Uśmiechnęłam sie.  Ta "chwila" o której wspomniał Ross trochę się przedłużyła. Siedziałam z Rydel ponad godzinę. Bardzo ją polubiłam. Rozmawialiśmy na wszystkie tematy. Powiedziałam jej po co przyszlam. Pocieszyła mnie. Opowiedziała kilka zabawnych histori z życia Rossa.
- Laura, bardzo  cię przepraszam..- wszedł Ross.
- nie, nie tłumacz się. Nic sie nie stało, ale teraz musimy pogadać.- odwróciłam sie do Rydel. Pocieszyła mnie i dodała mi odwagi usmiechem. Ruszyłam na zewnatrz. Usiedliśmy na huśtawce. Było już ciemno. Niebo było przepiekne.
- Ross, musze ci coś powiedzieć.- zatrzymałam się.
- po prostu powiedz, wyrzuć to z siebie. prosto z...- przerwałam mu.
- wyjeżdżam.- wykrztusiłam to z siebie. Zamilkną. Nie mówiliśmy nic przez 10 minut. Był w szoku.
- jak to wyjeżdżasz?- w końcu powiedział.
- spokojnie  tylko na tydzień.- próbowałam go pocieszyć.- wyjeżdżam  tylko na święta do rodziców, do Londynu.- nic nie mówił. Wyciągnęłam  z torby prezent i mu go podałam. Otworzył go i się uśmiechną.
- wybacz, ale nie moge cieszyć sie z prezentu po tym co mi powiedziałaś.- Powiedział, trzymając w dłoni zegarek.
- rozumiem, ale to nie koniec to jest prezent na gwiazdkę, a to - wyciągnęłam drugą paczkę- na twoją osiemnastkę- spojrzał na mnie z rozczarowaniem- przykro mi Ross.- chłopak mnie przytulił. Właśnie tego było mi trzeba. Otworzył paczkę.
- wow, dzięki Lau. - i mnie przytulił. Chyba spodobały mu sie słuchawki. Siedzieliśmy jeszcze z godzinę wpatrując się w gwiazdy. On siedzial a ja leżalam na jego kolanach.
- może wyjdziemy gdzieś. Jak już wrócisz od Matta. Napijemy się, w końcu nie będzie cie w moje urodziny.-
- ej ej, zwolnij, ja z niepełnoletnimi nie pije.- zażartowałam.- chętnie, ale chyba nam to nie wyjdzie, bo idę na kolacje z Mattem troche nam to zejdzie.- powiedziałam- właściwie to już muszę iść.- niechętnie wstałam. Okej poczekaj chwile. Ross pobiegł gdzieś a ja wpatrywałam sie w błyszczacą tafle basenu.
- proszę.- Powiedział dając mi prezent.- to na gwiazdkę.- uśmiechną się. Otworzyłam i moim oczom ukazał się śliczny naszyjnik.
( niestety nie znalazłam takiego jakiego chciałam czyli różowego)

Był on delikatnie różowy, a w środku miał zegar. Nic nie mówiąc rzuciłam sie na blondasa i pocalowalam go w policzek. "Dziękuje' szepnęłam i pożegnaliśmy się.
                4 godziny później
 Kolacja z Mattem była bardzo nudna. Nie mogłam się skupić. Nadal było mi przykro, że wyjeżdżam. Zrobiłam szybki wpis do pamiętnika, wzięłam prysznic i usnęłam.
**************************************************************************
Tam tam dam. Jest. jak zwykle proszę o komentarze i z przykrością informuje, że kolejny rozdział będzie dopiero w czwartek.

sobota, 15 lutego 2014

5.Wywiad+ zła widomość

     Ross
Wstałem wiedząc , że czeka mnie ciężki dzień. Sprawdzian z historii i pewnie masa prób przed premierą.Podszedłem do okna. Na dworze było słonecznie i tak jakoś wesoło. Stanąłem przed szafą i myślałem co na siebie włożyć. W końcu zdecydowałem się na granatowe dżinsy i koszule w kratkę. A i oczywiście okulary przeciwsłoneczne. Ogarnąłem się i zszedłem na śniadanie. Jak zwykle w kuchni byli wszyscy, przez co panował gwar. Wiedziałem, że jak wejdę to zasypią mnie pytaniami na temat Laury. No cóż. Ostatni oddech i idę. Szybko ruszyłem w strone tostera.
- Dzień dobry wszystkim- powiedziałem.
- oooo Ross jak tam, wyuczony na historie. Laura cię czegoś wyuczyła.- zaczęło się.- wydaje się miła. Bardzo długo tam siedzieliście.- tą długą wypowiedzią zaszczyciła mnie mama.
- Tak, jestem wyuczony. Tak, Laura jest miła. Oglądaliśmy jeszcze film i dlatego dlugo zeszło.- mama coś chciała dodać ale powiedziałem- muszę już iść. Rocky idziesz?- zapytałem opychającego się kanapką brata.
- mam na później- odpowiedział. Wziąłem kurtkę i wyszedłem.W sumie to nie wiem po co brałem kurtkę. Jest bardzo gorąco. Idąc zauważyłem wychodzącą ze swojego domu Raini. Była ubrana w fioletową bluzkę i czarne rurki. Lau wspominała, że lubi fiolet.
-Rani.- krzyknąłem.- Zaczekaj.- podbiegłem do niej- wow nie wiedziałem że tu mieszkasz.- uśmiechneła sie.
- jak tam? przygotowany na sprawdzian?-
-Tak , Lau mi pomogła się uczyć. Jest genialna.-
- A tak mówiła, że idzie do ciebie.-
- Przepraszam, że ciebie nie zaprosiłem. To był taki spontan. Nie planowałem tego.- uśmiechnęła się. Miała piękny uśmiech.
- spokojnie, nie gniewam się. I tak bym nie przyszła.- spojrzałem na nią miną " czemu?"
-ucze się sama inaczej rozpraszam siebie i wszystkich do okoła.- teraz ja się uśmiechnąłem- ale na film mogliście mnie zaprosić.- zażartowała.
- to też był spontan, później jeszcze trochę  pogadaliśmy i ją odprowadziłem.-
-Taa, słyszałam was.-
-jak to.-
- no błagam, chichraliście się na całą ulice.- zaśmialiśmy się.
- heja.- ze swojego domu wybiegła Laura. Była jak co dzień śliczna. Miała na sobie bluzkę na szelkach z napisem " just me!", czarną spódnice i koturny.
-hej.- odpowiedzieliśmy.
- Ross.- wzróciła się do mnie.- wziąłeś tylko historie?-
-nie.-
-to źle, po historii cały dzień mamy próby więc nie musiałeś brać książek.- uśmiechnęła się- a Rocky z tobą nie chodzi do szkoły?-
-ma na później. Ej dobra idziemy, bo nas do klasy nie wpuści.- i ruszyliśmy w stronę szkoły. Po 7 minutach byliśmy na miejscu. Była jeszcze przerwa. Laura poszła do Matta, a Rani do szafki. W taki sposób zostałem sam. Zacząłem śpiewać  tekst o prezydentach pod melodie " Crazy stupid love". Nadszedł czas sprawdzianu. Niska kobieta w okularach, garsonce i apaszce podała mi 4 strony  testu. Podpisałem się i zobaczyłem pytania zamknięte. Wydawały się banalnie proste. Pozaznaczałem wszystko w 10 minut i przeszedłem do zadań otwartych. Pokolei robiłem zadania aż w końcu doszedłem do rozprawki. Odwróciłem się do Laury. Wygląda na to, że już skończyła. Uśmiechnęła się i kiwnęła głową, by dodać mi otuchy. Odwzajemniłem uśmiech. Znów zacząłem pisać. Zostało 10 minut do końca. Pisałem do ostatniej sekundy. Postawiłem kropkę i usłyszałem.
- odkładamy długopisy i możecie wychodzić na przerwę.- byłem zadowolony z tego sprawdzianu .
- i jak ci poszło.- zapytała zaciekawiona Laura.
- chyba dobrze a tobie.-
- doskonale , no ale nieważne chodźmy na próbę - i ruszyliśmy  w stronę sali teatralnej. Rozmawialiśmy o sprawdzianie, dowiedziałem się co zrobiłem źle. Na szczęście dużo tego nie było. Doszliśmy do sali tam już zaczęło się spotkanie.
- Wiem, że jesteście świetnie przygotowani dlatego- mówił pan West- dziś jest wolne i wszyscy idziemy do wesołego miasteczka na koszt szkoły.- wszyscy byli w szoku, oczywiście pozytywnym. Na nic nie czekając wszyscy kierowali sie do wyjścia ze szkoły.
-zaczekajcie.- zawołał profesor do mnie i Laury.- dziś zgłosiły se do mnie dziewczyny ze szkolnego radia chcąc przeprowadzić wywiad z kimś z obsady jasełek. Pomyślałem o was, spotkanie jest dziś o 16 . - i wyszedł. Ja i Lau byliśmy zachwyceni od razu się przytuliliśmy. Ogarnęliśmy się i ruszyliśmy do wesołego miasteczka z resztą grupy.  Usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy gadać o świętach i takie tam. W końcu rozeszliśmy się do domów by przygotować się do wywiadu. Ubrałem dżinsy i koszulkę, a Lau granatową sukienkę.
- Witam wszystkich dziś goszczę u siebie  dwa główne wokale jasełek 2013. Laura Marano i Ross Lynch. Okej pierwsze pytanie będzie bezpośrednio do Rossa.- Jena ( bo tak nazywała się dziennikarka) zwróciła się do mnie. Byliśmy w białej sali, było tam kilka zapełnionych rzędów krzeseł dla widowni.
-tak?-
- wszyscy są ciekawi jak to się stało, że od poniedziałku jesteś uczniem naszej szkoły, a już grasz jeden z głównych wokalów jasełek?- uśmiechnęliśmy się z Laurą i spojrzeliśmy na siebie, wiedzieliśmy ze poprostu chciałem zrobić jej na złość.
- po prostu uwielbiam występować tańczyć, śpiewa, grać. Gdy dowiedziałem się o jasełkach od razu zgłosiłem się. Obiecałem profesorowi że będe się starał i ciężko pracował. Zgodził się.- odpowiedziałem. Jena podchwyciła temat.
- właśnie- zaczeła- wspomniałeś o tańcu, wiemy że świetnie  śpiewacie, a czy podczas spektaklu będziecie tańczyć?-
- Ross tańczy podczas swojego występu ale ja nie, to było by straszne. Jestem okropną tancerką.- powiedziała Laura
- nie słuchajcie jej, Laura świetnie tańczy, choć zaprzecza.- poprawiłem ją.
-  nie prawda.-
- prawda, prawda.- uśmiechnąłem się. Jena zadawała kolejne pytania na temat jutrzejszej premiery.
           
- Na koniec obejrzymy kulisy z prób.- był to filmik który nagrywał Leo na każdej próbie. Oczywiście zmontowany. Ja i Laura  byliśmy na filmiku ale nic nie mówiliśmy. Głównie mówił p. West. Była scena gdy graliśmy na pianinie i szturchaliśmy się łokciami. Po filmie Jena podziękowała za wywiad i nas pożegnała. Od razu ruszyliśmy w stronę wyjściowych drzwi.
     
- ten filmik był boski.- powiedziałem. Było już dość ciemno. - Zawsze jest tak?-
- jak?-
- wywiady, filmy i kulisy. Wszystko kręci się wokuł jednej premiery.-
- Jasełka są częścią naszej szkoły.- uśmiechnęła się. Właśnie doszliśmy do jej domu.- do jutra.- pożegnała się ze mną.
- do premiery-  uśmiechnąłem się. Wróciłem do domu.
             Matt
Coraz mniej mi się podoba ta cała "przyjaźń" Laury z Rossem. Wspólna nauka , próby ,wywiady spacery jakieś przytulasy na przerwach. Oj ja im to zakończę.
           Laura
Weszłam do domu i marzyłam o długiej kąpieli i choć jest wcześnie to iść spać.
- cześć- krzyknęłam do Ness i ruszyłam w stronę schodów.
- Hej Laura, czeka, dzwonili rodzice. Nie mogą przyjechać na święta.- zdziwiłam się i posmutniałam.
- jak to.-
 -no niestety, ale za to my jedziemy do nich, niespodzianka.- nie byłam zachwycona , bo przecież ominie mnie osiemnastka Rossa. Poszłam na górę dalej niezapokojona ale z drugiej strony zobaczę rodziców. Tylko jak to powiedzieć Rossowi. Z tą myślą zasnęłam.
********************************************************************************
heja! Przepraszam, że tak późno dodałam rozdział ale dziś był zwariowany dzień. Następny będzie w poniedziałek. Zapraszam do komentowania.

czwartek, 13 lutego 2014

4. Historia

           Laura
-Hej Raini , widziałaś gdzieś dziś Rossa, nie było go na pierwszej lekcji, a zaraz mamy próbę.- zapytałam przyjaciółkę.
- Nie, ale to chyba dobrze. Przecież  teraz masz całą scenę dla siebie. Chyba że mnie coś ominęło.-
- Pogadałam trochę z nim , iiiiii wydaje się fajny, myśle , że  się zaprzyjaźnimy.- wtedy  do szkoły wpadł Ross.
- Hej Laura, proszę pożycz mi notatki z pierwszej lekcji bo zaspałem.-  powiedział. Był ubrany  w Jensy żółtą koszulkę i kurtkę. Gdyby nas ktoś zobaczył to pomyślałby że jesteśmy parą, bo doskonale zgraliśmy się ubiorem.
-No pewnie.- wyciągnęłam i podałam notatki blondaskowi.- Wy się chyba jeszcze nie znacie. Ross to Raini. Raini to Ross.-
-Hej miło mi ale muszę lecieć.- uśmiechną się i puścił oczko do Raini.
- ta nawet fajny.- powiedziała- a nie boisz się reakcji Matta?-
-oj proszę przecież my się tylko przyjaźnimy.-
 - no niby tak ale chłopcy są bardzo zazdrośni.-
- daj spokój. Musze lecieć na próbę papa.-  i odeszłam. A może Raini ma racje, a co jeśli Matt mnie rzuci? Oj tam wytłumaczę mu że tylko się przyjaźnimy. Zrozumie. Zamyśliłam się i ominęłam sale prób. Uśmiechnęłam się i cofnęłam. Był już tam Ross, który razem z profesorem Westem zakreślał coś w scenariuszu.
- Dzień doby. - podeszłam bliżej- zaczynamy?- zapytałam
- tak tak . Raz dwa na scenę. Ćwiczymy moment objawienia. Gdzie jest Maryja.- zaczą denerwować się reżyser.- ludzie jest już środa pojutrze  premiera.- śmiałam troszke z tej sytuacji wkońcu podeszłam do Rossa.,
-jak tam.- zapytałam- znasz już scenariusz?-
- tak ,  bardzo mi się podoba. Nie wiedziałem , że aż tak obchodzicie jasełka.-
- ta to jedyna  fajna impreza w roku, a no i wszyscy świętują przerwę świąteczną.- uśmiechnęłam się.
- wow to naprawdę dobry scenariusz Calum byłby zachwycony.- zdziwiłam się
- kim jest Calum?- chłopak posmutniał
- to mój najlepszy przyjaciel, jest reżyserem i trafił mu się duży projekt  i dlatego nie ma go tu , ze mną.- chłopak przejechał ręką po blond włosach.
- bardzo ci na nim zależy no nie.-
- aż tak to widać?- uśmiechną się
- no wiesz zaświeciły ci się oczy jak o nim gadałeś.-
- taaa, jest dla mnie jak brat.-
- mam nadzieje , że o mnie też będziesz kiedyś tak mówił. Nie smuć się.- i przytuliłam się do niego.
- wiesz Laura, lepiej mnie puść .-
-dlaczego?- zdziwiło mnie to.-
- bo Matt tu idzie.- odskoczyłam od blondyna.
- widział coś?- zapytałam szeptem. Chłopak kiwną na nie.- Hej skarbie , co ty tu robisz?- zwróciłam się do ukochanego
- a tak wpadłem popodziwiać swoją dziewczynę.- i mnie pocałował. Spojrzał na Rossa.- znów ci się naprzykrza?- zapytał
-nie nie nie, już sobie wszystko wytłumaczyliśmy.- uśmiechnęłam się do niego.
-Laura , Ross na scenę.- krzykną profesor. " dzięki bogu" pomyślałam.- najpierw Ross śpiewa  " Christmas soul".
Nigdy tak naprawdę nie przysłuchiwałam się jemu , ma naprawdę fajny głos. Fajnie się rusza i wygląda. Typowa gwiazdeczka.
                    Ross
- świetnie Ross aby tak dalej.- pochwalił mnie profesor po skończonej piosence. Nie mogłem się doczekać aż w końcu usłyszę Laure. Ma lekki głosik więc pewnie ślicznie śpiewa.
- to teraz ty Laura piosenka " All I want for christmas is you" numer 18 na płycie.- powiedział profesor . Laura leciutko wyszła na scenę. Usłyszeliśmy melodie i.....  tak jak przypuszczałem piękny głos. Z łatwością wyciągała najwyższe dźwięki.Skończyła i podeszła do mnie.
- i jak?- zapytała
-wow.- zaśmiała się.- to było perfekcyjne.-
- dzięki.-
- Lynch. , Marano na scenę teraz wasz duet piosenka " I love christmas" numer 19.- i zaczęliśmy była to bardziej zabawa niż występ. Ganialiśmy po scenie jak małe dzieci.Ludzie patrzyli na nas z minami typu " też chce mieć taki głos" lub "są świetni".
-Dobra było doskonale możecie się rozejść.
- Dobra, lecę w ogóle nic nie czaje na ten jutrzejszy sprawdzian z Historii , więc muszę się uczyć.- powiedziałem.
- jak chcesz to mogę ci pomóc , pouczymy się razem?- zaproponowała.
- dobra, dzięki to wpadniesz do mnie za godzinę.-
-Spoko .- powiedziała niezadowolona. Zauważyłem  to.
 -o co chodzi.- zapytałem
 - bo , u ciebie będzie dom pełen ludzi i  w ogóle.-
 - i bardzo dobrze w końcu ich poznasz.- pocieszyłem ją.- oni nie gryzą.-
- no dobra , przyjdę.-
 - no widzisz za godzinę u mnie.- i pobiegłem do domu.
                Laura
Boje się trochę tego spotkania . Idę ubrana w białą koszule, czerwone rurki i białe conversy a i oczywiście plecak. Mieli dość duży dom z basenem. Z przodu było widać piękny duży ogród.Zadzwoniłam dzwonkiem.Otworzyła blondynka.
- hej ty pewnie jesteś Laura , wchodź.- i wpuściła mnie do środka. Dom był jeszcze fajniejszy niż na zewnątrz. Wyremontowany nowocześnie.
-jestem Rydel a to Riker , Rocky i moi rodzice .
- dzień dobry.- powiedziałam głośno ale nie pewnie. Chłopaki siedzieli na kanapie i pisali smsy jedno głośnie powiedzieli "hej" . Wtedy ze schodów zbiegł Ross.
 -  fajnie , że już jesteś, poznałaś już wszystkich?- kiwnęłam twierdząco   głową- Dzięki Ryd.- powiedział do blondynki . Spojrzał na mnie i wskazał schody . Szlam przodem. Mijałam pokoje nie wiedziałam który jest jego.Wyprzedził mnie i otworzył drzwi. Pokój nie był duży ale nie był też mały. Panowały tu ciemne kolory i dużo instrumentów. Na łóżku leżała masa książek. Podeszłam i zobaczyłam tytuły . Głównie historia.
- to co zaczynamy.- zapytałam- masz to moje notatki są pozakreślane kolorami , będzie ci sie lepiej zapamiętywało.- wziął notatki i zaczął czytać tak jak ja.Po dziesięciu minutach powiedział.
- to nie ma sensu, ja nic z tego nie rozumiem.- oderwałam się od lektury , chwile milczeliśmy.
-Co lubisz robić w wolnym czasie?- zapytałam
 - wiele rzeczy , ale chyba najbardziej to lubię słuchać muzyki, grać , komponować.- wstałam i włączyłam płytę piosenka była wolna uspokajająca.
-proste, ucz się przy muzyce .Wybierz temat i piosenkę i skojarz sobie to. Wyobraź sobie że uczysz się piosenki.-
- dobra spróbuje.- po godzinie okazało się , że jest wykuty.
-Laura jesteś genialna.-
- wiem- powiedziałam i się zaśmiałam.
-Może chcesz się czegoś napić.- zaproponował.
-chętnie.- nie było go przez chwile . Zauważyłam na biurku teczkę z napisem "pomysły". Bardzo mnie to zaciekawiło.Wtedy przyszedł Ross z dzbankiem wody i paluszkami.
- co to za teczka .- zapytałam.
 - Tam trzymam nie rozwinięte pomysły. Na przykład jak napisze połowę piosenki ale nie mogę wymyślić dalej.-
-wiesz już chyba pójdę, nauczyłam cie już wszystkiego.-
-nie wygłupiaj się, obejrzyjmy jakiś film, nie daj się długo prosić.- popatrzył na mnie tymi swoimi słodkimi oczkami.
- dobra.- dałam się przekonać. Siedziałam u niego jeszcze trzy godziny. świetnie się bawiłam w jego towarzystwie. Czuje że mogę mu wszystko powiedzieć.
- dobra Ross jest już 22.00 ja już muszę isć i tak się zasiedziałam.-
- no dobra czekaj wezmę kurtkę i cię odprowadzę.- Zeszliśmy po cichu na duł , każdy już spał. Tak mi się wydaje.
Wyszliśmy z domu kierując się w stronę mojego.Znów zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym. Już pod moim domem powiedziała.
- Dzięki za dziś, świetnie się bawiłam.-
 -to ja powinienem dziękować , za pomoc w nauce i - zawiesił się - za świetną Zabawę .- uśmiechnęliśmy się oboje.
-Do jutra.- pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w stronę swoich domów. W domu czekała na mnie Ness, chyba czekała. Zasnęła i przykryłam ją kocem. Po czym zrobiłam krótki wpis do pamiętnika, wzięłam kąpiel i poszłam spać.
                  Ross
Wróciłem do domu gdzie czekała na mnie Rydel.
- jak tam historia.- zapytała
-dobrze.-
-fajna ta Laura , o wiele fajniejsza od Casidy.-
- nic z tych rzeczy siostra , jest dla mnie prawie jak Calum .-powiedziałem - a teraz dobranoc bo jestem wykończony.- pocałowałem ją w czoło- słodkich snów siostra.- i ruszyłem w stronę pokoju.Wziąłem szybki prysznic i zasnąłem.
*****************************************************************************
Już na wstępie mówię, że kolejny rozdział będzie w sobotę. Proszę  ( jak zwykle) o komentarze.
           

wtorek, 11 lutego 2014

3. Kara

       Laura
Jest 8.00 . Jestem w szkole. Nie widzę go. Jest dobrze Laura jest dobrze.
- O kim tak myślisz.- powiedział Matt-Mam nadzieje , że o mnie?- uśmiechnęłam sie, akurat do szkoły wszedł Ross dlatego pocałowałam i przytuliłam chłopaka.
- hoho a to za co ?-
- stęskniłam się -i jeszcze raz pocałowałam chłopaka. Zadzwonił dzwonek.
- Musze lecieć pa.- po drodze wpadłam na Rani.
- Co to miało być- zapytała
- Nie wiem o czym mówisz.-
-Ta jasne.- i weszłyśmy do klasy. Spojrzałam po uczniach. Na końcu  siedział Ross, już podrywał Kim. Usiadłam  na swoim miejscu. Wszedł  nauczyciel , który też jest główny reżyserem jasełek.
-Otwórzcie podręczniki na 56 stronie i czytajcie temat. Lauro mogę prosić cie tutaj na chwilę.- podeszłam
-o co chodzi panie profesorze.- zapytała.
- zaszły pewne zmiany. Jeśli chodzi o jasełka.- popatrzyłam z zastanowieniem.
-Jakie?-
- Pojawił sie ktoś kto ma talent . Taki sam jak ty. Zaśpiewacie razem na jasełkach.- nie!!! Dlaczego zawsze mam takiego pecha.
- Kto to?- zapytałam.
- Cześć.- usłyszałam zza pleców.
-Nie tylko nie ty.- odwróciłam sie i zobaczyłam Rossa.- p. profesorze to niesprawiedliwe  pojawia sie jakaś rozpieszczona gwiazdka i już dostaje wszystko. Bardzo ciężko pracowałam by zagrać główny wokal.-
- mogę coś powiedzieć? - zapytał blądasek
- nie .- odkrzyknęłam
- p. profesorze proszę.- profesor  zaczął coś pisać ,podał mi kartkę. Super jeszcze kary mi brakowało.
-Spotkamy się po lekcjach panno Marano. A co do jasełek . Decyzja została podjęta.Proszę, wracajcie do ławek.-
 Ross z szyderczym uśmieszkiem powiedział do mnie szeptem.
- Mówiłem, ja tak szybko nie odpuszczam.- wróciłam do ławki zła.
                   Ross
wszystko idzie po mojej myśli. Teraz musze tylko dostać kare. Hymm jest tyle sposobów. Zadzwonił dzwonek. Wyszedłem z klasy.Zobaczyłem małych chłopców grających w piłke. I w mojej głowie narodził się fantastyczny plan.
                   Rydel
Siedziałam sama w pustym domu. Postanowiłam że napisze nową piosenkę. Jednak nie mogłam się skupić. Każda zapisana prze zemnie kartka, została zgnieciona i lądowała na podłodze. Nagle usłyszałam dzwonek do dziwi. Byłam ubrana w spodnie od piżamy i w zwykły t-shirt, ale pomyślałam ze nie muszę się przebierać, to pewnie listonosz. Otworzyłam dziwi.
-Ell, co ty tu robisz? -zapytałam chowając się za drzwi.
- A tak wpadłem, nudziło mi się . Sorry , że bez zapowiedzi.-
- nic sie nie stało, wejdz.- wtedy zobaczył cały mój strój.
-oooo klawa piżamka.-
- hahaha bardzo śmieszne. Właśnie pracowałam nad nową piosenką.
- łą chyba nie masz weny.- powiedział patrząc  na podłogę całą w pomiętych kartkach.
- tak jakoś, napijesz się czegoś?-
- tak chętnie.-. Kuchnia była otwarta na salon, więc swobodnie rozmawialiśmy.
- Może sok porzeczkowy.-
- tak poprosze .- odpowiedzia wczytując się w pokreślone teksty na ziemi.
- nie czytaj tego, powychodziły mi jakieś głupoty.-
- Myśle , że powinniśmy napisać coś o miłości , i żebyś tylko ty to śpiewała.-
- naprawde.- poczułam rumieniec na policzku. Na ławie połorzyłam soki. Chwile milczeliśmy.
- to może tak...- powiedziałam i zaczęliśmy pisać.
                Rocky
Spacerowałem przez korytarz na każdej przerwie. Nie było do kogo zagadać. Nagle pobiegł do mnie Ross.
- O hej stary jak tam twój plan?- zapylałem
-doskonale ale musisz mi pomoc.- nagle z głośników na szkolnym korytarzu został wypowiedziany komunikat:

                                             " Pan Ross Lynch ma natychmiast zgłosić się do dyrektora."
-coś ty narobił.- zapytałem
- tak w sumie to nic tylko powiedziałem takim urwisom żeby na mnie naskarżyli. Właśnie o to chcę cie poprosić, zrób coś by mama się nie dowiedziała.-
  -spoko tyko wyjaśnij mi czy ta laska jest warta tyle zachodu.-
- nie wiem , ale przez to się nie nudze.- uśmiechną sie i uciekł do dyrektora.
                      Ross
- panie Lynch czy zdaje sobie pan sprawe z tego...- bla bla bla daj mi tą głupią kare i każ mi odejść kobieto. Została mi tylko jedna lekcja i upragniona kara.Zamyślinem się a z zamyślenia wyrwała mnie kartka przed moim nosem.
- przepraszam pani dyrektor to się już więcej nie powtórzy.- i uciekłem z jej gAbinetu.
Po lekcjach wszyscy mieliśmy spotkać się pod salą numer 15 tam też się udałem. Było nas trochę dużo , ale szybko wypatrzyłem Laure.
 - no cześć .- podszedłem do niej
- nie rozmawiam z tobą.- odwróciła głowe udając że czyta książkę.
 - o daj spokój ja chciałem cię tylko sprowokować to ty nawrzeszczałaś na  nauczyciela.-
 -zaraz zaraz czyli to wszystko , to ze zapisałeś się na jasełka i to że przez ciebie jestem w kozie to było za kare? za to że nie chciałam ciastka?-
- zapomniałaś o tym że sam na siebie doniosłem. Ale mylisz się to wszystko było po to , żebyśmy wylądowali za kare po lekcjach. Razem.- wyglądała na złą
- nawet nie wiesz ile czsu przez ciebie marnuje. Musiałam odwołać randke!-
- oooo jeszcze lepiej, upiekłem dwie pieczenie  na jednym ogniu.- zaczołem jej dokuczać.
- dzieci,- wszedł opkekun- dziś będziemy  sprzątć stary magazyn. Idziemy.- Po 3 minutach dostaliśmy kombinezony by się nie pobrudzić.
- wygladasz bardzo sexi w tym kubraczku.-
-nadal z tobą nie rozmawiam.- zaczęła Laura. Chciała  uciec ale stanąłem jej na drodze.
- Eeeee dokąd uciekasz. Powiedz dlaczego ty mnie tak nie lubisz.-
- na przykład za to że teraz jestem  tu z tobą zamiast w kine z Mattem.-
- nie musisz dziękować.- uśmiechnąłem się. Ona ominęła mnie i poszła dalej.
-Laura.- zawołałem, pech chciał, że miała w dłoni miotłę. Nawet nie mrugnąłem a dostałem prosto w nos trzonkiem od miotły.
- O mój boże ,Ross bardzo cię przepraszam, usiądz .- wzięła mokrą ścierkę i przyłożyła do mojego nosa. Nagle zaczęła się śmiać i oparła się obok mnie o jakąś półke.
-Przepraszam.- z trudem ją szczerze przeprosiłem- przesadziłem, sorry-
- no trochę byłeś nie miły ale ja tez cię gorzej traktowałam. Przepraszam.- położyła głwe na moim ramieni . Spojrzała na zegarek.
 - oooo już koniec , ide do domu, tak właściwie to gdzie ty mieszkasz.- zapytała
- na Green stred.-
- o to idziemy w tą samą stronę, chodź.- i poszliśmy przez całą droge rozmawialiśmy . Jak przyjaciel. Tak ogólnie o życiu. Poczułem coś , ale nie miłość czy coś z tych rzeczy, poczułem się jak przy Calumie,  taką przyjacielska reacje.
 - to tu.- powiedziała- pa.-
-Laura czekaj, przepraszam cię za dziś i w ogóle.-
- spoko i ja też za miotłe i takie tam . - staliśmy na przeciwo siebie  w ciszy. Zrobiło się troche nie zręcznie. .i w końcu powiedziała- Przyjacile?-kiwnołem głową na tak
- czy przyjaciele  mogą się przytulać? - zapytałem . Uśmiechneła sie i ją przytuliłem-pa- i odeszłem a ona wruciła do domu.
Weszłem do domu i odrazu pobiegłem do kuchni. Byłem bardzo głodny. W kuchni zobaczyłem Ell'a co mnie badzo zdziwiło.
- yyyy hej- powiedziałem
- hej braciszu siadaj zaraz podam obiad. Wiesz napisaliśmy nową piosenke.- spojrzałem na Rydel miną która mówiła " uuu razem , rozbrykałas sie siostra" ona odpowiedziala miną " nie wiem o czym mówisz" i razem spedziliśmy wieczór.
               Laura
Kochany pamiętniczku ale dziś był szlony dzień. Ten Ross jest nawet fajny, wiele nas łączy , myśle że się zaprzyjaźnimy , ale tylko przyjaźń nie ma pomiędzy nami nic więcej. Jutro czeka mnie to znaczy nas dzień prób.A teraz ide spać.
***********************************************************************************
I jest. Mam prośbe do wszystkich, którzy czytają. PROSZĘ O KOMENTOWANIE. Bardzo mi na tym zależy. Prosze o choć jeden komentarz do końca tygodnia. Naprawde zastanawiam się czy jest sens pisać bloga, jak nikt nie czyta. DLATEGO PROSZE O JAKIEŚ ZNAKI ŻYCIA. Następny będzie w czwartek.
     

niedziela, 9 lutego 2014

2. Niespodzianka

         Ross i Laura
- Kochany pamiętniczku dziś będzie inaczej. Musi być, coś sie wydarzy.Mam przeczucie ze coś sie zmieni.  Coś sie zmieni na lepsze? Aby przeżyc ten dzień.-
        Ross
Nie chętnie wstałem. W końcu musiałem. Głupio jest się spóźnić pierwszego dnia w nowej szkole.Mój nowy pokój przypominał poprzedni. Ciemne ściany, instrumenty i ogólnie graciarnia. Ogarnąłem się troszkę zeszłem na śniadanie. Mama jak zwykle krzątała się po kuchni. Brakowało mi tego widoku. Siedziałem zamyślony. Rydel chyba to zauważyła.
- Jak emocje  przed pierwszym dniem w nowej szkole.- nadal nie wyrażałem emocji.-Ross nie martw sie poznasz nowych znajomych , może się zakochasz. Będzie tak jak w tamtej szkole.-
- Tak pewnie masz racje, ale poprostu przykro mi że- przestałem na chwile.- nie będzie ze mną Caluma.-
-Właśnie kiedy wraca?- zapytała sistra. Calum nie był tylko moim przyjacielem ale i całej rodziny.
- Nie wiem nie miałem czasu z nim wczoraj gadać. Mówił tylko , że jest wciągnięty w jakiś duży projekt. Jakiś serial czy coś tam.- znów posmutniałem.- Zawsze razem zaczynaliśmy rok szkolny. - spojrzałem na zegarek.-dobra, siostra.- wziąłem łyk kawy.- Musze lecieć pa.- i udałem sie w kierunku dziwi.
                  * w tej samej chwili * Laura
Odłożyłam pamiętnik i ciężko wstałam z łużka. Już przebrana zeszłam do kuchni gdzie czekało na mnie śniadanko i Ness.
- Mogłabyś raz sie nie spóźnić.- " już narzeka" pomyślałam.
- Spokojnie Ness mam na drugą lekcje.- uspokoiłam siostrę- co zamierzasz dziś robić- zapytałam.
- Zrobię zakupy i ogarnę trochę dom. A ty?-
- Późno wrócę ze szkoły bo będą próby do jasełek, a później może pouczę sie razem z Rani.- spojrzałam na zegarek- O mój boże zaraz sie spóźnie pa.- i pognałam
                       Ross
Ostatni wdech i otworzyłem dziwi do szkoły. Dużo osób spoglądało na mnie. Słyszałem jak ktoś mówi "O mój boże to Ross Lynch." , a ja kierowałem sie w strone gabinetu dyrektora. Jeszcze kilka osób spoglądało na mój granatowy plecak. W końcu dotarłem do gabinetu. Zapukałem.
-Proszę.- za drzwiami ukazała się dość atrakcyjna młoda kobieta.
- Ooo pan Lynch. Bardzo miło mi że będzie pan chodził do naszej szkoły. Proszę usiąść.- i zaczęły się długie przemowy.
                Laura
 Wpadłam do szkoły hol był pusty. zobaczyłam tylko znikający za ścianą granatowy plecak.  Popatrzyłam na zegarek. Uff jeszcze przerwa. Zobaczyłam Rani.
- Rani.- krzyknęłam i pomachałam do przyjaciólki która podeszła do mnie i mnie przytuliła.
-Stęskniłam się za tobą.- wyznała- podobno poznałaś Rossa Lyncha. Opowiadaj  co to za historia.-
-  skąd o tym wiesz?- zapytałam bojąc się że ktoś jeszcze o tym wie.
- Gadałam z Ness.- odsapnęłam i opowiedziałam historie przyjaciółce.
               Ness
Pojechałam do sklepu na zakupy. Postanowiłam upiec ciasto ale zabrakło cukru . Znalazłam półke z cukrem i sięgnęłam po paczkę. Ktoś również sięgną po tą paczkę i dotknelismy się dłońmi.Odwrócilam głowe i zobaczyłam Rikera.Byłam zachwycona i zdziwiona. Blondyn powitał mnie uśmiechem.
-Co ty tu robisz?- zapytałam
-Przeprowadziliśmy sie tu , do rodziców- odpowiedzial- a i też miło cię widzieć.- usmiechnełam się i przytuliłam blondyna. Nagle odskoczyłam.
- Co sie stało?- zapytał.
- Skoro przeprowadziliscie sie tu to znaczy że Ross jest teraz w szkole!!?- krzyknęłam i złapałam się za głowe.
- Nie rozumiem.- wyznał
- z Laurą ,on jest w szkole z Laura.Z tego będzie trzecia wojna światowa.- spojrzeliśmy na siebie z przerażeniem i po chwili wybuchnelismy śmiechem.
- to zapraszam cie na kawe.- powiedział. Czułam rumieniec na policzku.
- To chodźmy.- usmiechnełam sie.
                  Ross
W końcu mnie wypuściła.Spojrzałem na zegarek . Mam jeszcze 10 minut. Może kogoś poznać.
- Hej kochanie.- zobaczyłem Casydy. Zdziwil mnie jej widok, podeszła do mnie i mnie pocałowała.Odepchnąłem ją.
- Co ty tu robisz?- zapytałem.
- Głuptasku, mówiłam ci że ja tu do szkoly chodzę.- ups widocznie nie słuchałem.
- Okej Casydy ale wiesz ja muszę isc do Dyrektora. Zobaczymy sie później.- powiedziałem i uciekłem.
Nagle usłyszałem znajomy głos. Śliczny głos.
-Laura, spokojnie jasełka są w piatek , a dopiero poniedziałek.- powiedziała do niej jakaś dziewczyna.Hymmm Laura, ładnie.
-Wiem ale jestem głównym wokalem.- powiedziała . Stanąłem za jej plecami i oparłem sie o szafki.
- Hymm Laura, Lau. Nawet ładnie.- Odwróciła sie i chyba nie mogła uwierzyć w to co widzi.- Widzisz jednak znam twoje imie.-
-Co ty tu robisz?- krzyknęła.
-Niespodzianka!- teraz wygadała na złą- Ja tak szybko nie odpuszczam.-
- Co ty tak właściwie ode mnie chcesz?-
- Jak to co zapraszam cie na ciastko.-
-Żartujesz sobie ty masz dziewczynę.-
-A ty skąd niby o tym wiesz i zaraz zaraz jaką dziewczynę.- pierwsze Słysze, ona chyba nie mówi o...
-Casydy- a jednak- a wiem stąd że  ona chodzi po szkole i o tym mówi.-
- My wcale nie jesteśmy razem.-  i wtedy przyszła Casydy.
- Kotku tu cie mam!- powiedziała Zamknąłem oczy mając nadzieje że to sie nigdy nie wydarzyło . Gdy je otworzyłem Lau już nie było. "Cholera' pomyślałem.
-Casydy , daj mi spokuj.- i odeszłam. Spotkałem pierwszego  lepszego napotkanego gościa i zapytałem.
-Hej stary, mam pytanie co wiesz o niejakiej Laurze Marano?-
- Cóż, jest głównym  wokalem na jasełkach i o ile wiem jest moją dziewczyna od pół roku.- upss nie zręcznie.-a masz jakiś problem?- wstał z miejsca. Wole nie robić sobie kłopotów w pierwszy dzień szkoły.
- nie spoko tylkoo... przeczytałem na tablicy i zastanawiałem się kto to. toooo pa.-uciekłem. Spojrzałem na tablice ogłoszeń.
                       
                                                   "Dziś próba na jasełka. Przypomnamy że nadal potrzebujemy głosów''
Hymmmm mam genialny pomysł.
             Ness
Siedzieliśmy u mnie w domu i piliśmy kawe. Riker jest strasznie uroczy. Nagle wpadla Laura.
- o cześć LaurA.- przerwała mi
- wiedziałaś , że sie tu przeprowadzli, mów wiedziałas.- nie potrafiłam zaprzeczyć, nigdy na mnie tak nie wrzeszczała.
- Jak mogłaś mi to zrobić.- i pobiegła na góre, do swojego pokoju.
- przepraszam cie za to .-skierowałam sie do bądyna.- wiedziałam że tak bedzie.-
- nic sie nie stało, ale lepiej już pójde. pa- pomachałam mu   i wyszedł. Pobiegłam na góre i wytłumaczyłam wszystko Laurze.
                  Ross
Wróciłem do domu i odrazu zadzwoniłem do Caluma opowiedziałem mu swój plan o wzięciu udziału w jasełkach.
Do domu wpadł Riker.
-Ross, złaź tu gówniarzu!- zdziwiłem sie. Bezzastanowienia ruszyłem w stronę schodów.
- Co zrobiłeś Laurze?-
-Nic-
- Co znowu przeskrobaleś.- wrzasneła mama.
-Nic , a tak w ogóle  to dlaczego Rocky nie był dziś w szkole? -spróbowałem zmienić temat.
-Nie zmieniaj tematu, zarazzzz co! jakto nie był w szkole?- i uciekłem na góre , później  przyszedł Riker i opowiedział o zajściu w domu Marano. Po tak emocjunującym  dniu padłem jak zabity.
*********************************************************************************
I jest. Troche nudny, ale ujdzie. Prosze o komentowanie. Kolejny będzie we wtorek.
                     

piątek, 7 lutego 2014

1.Pierwsze spotkanie.

-Ross jak tam twoje gardło?- zapytał Riker.
- Oooo dzieki ze mi przypomniałem o tabletach!- zacząłem szukać ich po kieszeniach, a nigdzie nie było.                 - Cholera! Zapomniałem tabletek!- krzyczalem sam na siebie. - Muszę po nie iść! Nie dam rady zaśpiewać.- złapałem za kurtkę i ruszyłem w stronę wyjścia.
- Fanki Cię nie przepuszczął!- zapotestowała Rydel.
- Mam inne wyjście?- zapytałem.
- Nic mu nie będzie!- krzyknął Riker i wypchnął mnie za drzwi. Założyłem kaptur i zacząłem przedzierać się przez fanki. Wszystko szło dobrze. Powoli zblizalem się do wyjścia gdy nagle poczułem zebktos we mnie uderza. Była to niska brunetka. Bardzo ładna. Oboje wpadliśmy na ziemię. Gdy tylko spojrzała na mnie przybliżyłem palec do swoich ust. Poprosiłem ja o ciszę. Ta spojrzała na mnie jak na idiote. Jest na moim koncercie i mnie nie zna? Nie patrząc na to szybko wstalem powiedziałem krótkie przepraszam i ucieklem, słysząc za plecami "Ty wiesz kto to był?"...

Laura
- Ty wiesz kto to był?- zapytała mnie podekscytowana Vanessa.
- A powinnam?- Tak naprawdę to nie miałam pojęcia kto to.
- Ross Lynch!- popatrzyła na mnie tak jakby to było oczywiste.
- I to ma mi coś mówić tak?- Ness zrobiła face plama.
- Wokalista R5. Jesteś na koncercie na którym on śpiewa.- wytłumaczyła wyrażenie zażenowana  moją wiedzą.  Przewróciłam oczami. W tej chwili słychać było dźwięki gitary, a na scenę wyszedł przystojny brunet z dłuższym włosami, a dziewczyny zaczęły piszczeć. Trzeba przyznać, że nieźle wymiatał na tej gitarze. Następnie wyszedł perkusista. I cała sala wybrzmiała dźwiękami perkusji i piskiem damskiej części publiczności. I tak po koleji. Blondynka blondyn i ten cały Ross. Koncert trwał 2 godziny i był nawet fajny. Pod koniec występu blondynka dorwala się mikrofonu i zaczęła witać się z publicznością. Wszyscy plakali. Blondynka zainteresowała mnie. Widać było ze jej fani dają jej ogromne szczęście i ze wiele w życiu przeżyła. To wszystko mówiły jej łzy. Po koncercie Vanessa umarła się żeby przecisnąć się przez ochronę do garderoby R5. Wielkim szokiem było to ze udało się to nam. Odciagalam ja z całej siły ale mnie nie słuchała.
- Vanessa tam nie wolno!- krzyczała, ale nic do niej nie docieralo. wpadła do ich garderoby.
- O mój Boże! Nie mogę uwierzyć ze was widzę!- zaczęła krzyczeć. Musiałam podjąć radykalne kroki. Wybieglam przed nia I z całej siły wypchnelam ją z garderoby.
- Przepraszam. Ona szaleje na waszym punkcie.- odwrocilam się w ich stronę. Całą piątka wpatrywala się we mnie jak w idiotke.  Zaśmiałam się głupkowato i wyszlam. Na zewnątrz czekała na mnie rozłozczona siostra. Uspokoilam ją I ruszyłam w stronę wyjścia z klubu. Szłam chwilę wierząc ze Ness idzie za mną. Jednak myliłam się. Gdy się odwrocilam jej tam nie było. Stała kilka metrów ode mnie z jakimś blondynem. Westchnęłam.
- Vanessa!- zawowalam.
- Nie liczyłbym na to. Jest już omamiona moim bratem.- usłyszałam za sobą glos. Odwrocilam się i zobaczyłam za sobą Ross'a. Czuje kłopoty.
-Skoro oni znaleźli sobie towarzystwo to może my zajmiemy się sobą?- zapytał uśmiechając się zadziornie. Uważaj koleś.
- A może ty dasz mi spokój, a ją pojadę na lotnisko! Tak jestem za moim pomysłem!- wysyczalam, ominełam go  i wyszłam z klubu. Szybko zadzwoniłam po taksówkę, która miała przyjechać za 10 minut. Stałam sobie sama w spokojni Ale zaraz za mną z klubu wybiegł Ross. Chciałam uciec Ale mnie dogonił.
- Może pójdziemy na ciastko, albo... drinka?- zapytał i zrobił brewki.
- Zaraz mam samolot.-
- To będzie szybkie ciastko-
- Daj ty mi spokój. Mam chłopaka. Nie potrzebuje adoratorow.- powiedziałam i rozejrzalam się za taksówką która właśnie wyjechała zza zakrętu.
- Chłopak nawet się nie dowie. Jesteś w Los Angeles. To miasto aniołów, ja mogę być twoim...- powiedział i położył rękę na mojej talii. Nie wytrzymałam! Z całej siły spoliczkowałam chlopaka i wbieglam do taksówki, jeszcze przez szybę pokazałam mu środkowy palec...

Ross
Wróciłem z obolałął twarzą do klubu gdzie wszyscy już na mnie czekali. O dziwo Riker już zgubił swoją nową koleżankę. Zebraliśmy się szybko i pojechaliśmy do domu. Tak zabraliśmy swoje rzeczy i pojechaliśmy na lotnisko. Wylecieliśmy do nowego życia! Do New York City!

***********************************
Dodałam. Myśle że jest ciekawszy niż prolog. Prosze o komentarze, bo nie wiem czy ktoś w ogóle czyta mojego bloga. W niedziele będzie następny rozdział. Chyba że chcecie jutro, jak tak to piszcie w komentarzach.

czwartek, 6 lutego 2014

Prolog.

Narrator
W New York'u rozpoczęła się zima. Dzieciaki ospale opuściły szkole i skierowały się do swoich domów. W śród nich pewną brunetka o brązowych oczach.Wyjątkowo znudzona życiem. Szybko pokonała drogę do domu i rzuciła plecak w kąt. Na cały weekend. Rozsiadła się przed fortepianem i oddała sie muzyce. Delikatnie muskała klawisze instrumentu chudymi palcami. Dopóki  do domu nie wpadla jej siostra. Laura przestraszylam aż podskoczyla!
- Boże! Vanessa! Nie stasz mnie tak!- złapała się za serce.
- Sorry młoda, Ale dzisiaj energia mnie aż rozsadza!- wykrzyczala i pocalowala siostrę w policzek. Ta z obrzydzeniem zaczęła się wycierać.
- Co się stało?- zapytała, Ale po chwili pożałowała tego. Ness wyglądała tak jakby chciała ją zabić wzrokiem.
- Żartujesz sobie ze mnie? Prawda?- zapytała, ale widziała ze Laura nadal nie wie o co chodzi więc postanowiła dodać. - Dzisiaj lece do L.A. na koncert R5- westchnęła.
- Chce Ci się lecieć aż do Los Angeles tylko na koncert? Przecież jeszcze nie raz będą grali w N.Y.-
- Ten koncert jest wyjątkowy. R5 mieli pół roczną przerwę. Mówią że mieli jakieś kłopoty, a dzisiaj jest koncert witająco-pożegnalny.- opowiadała chodząc po kuchni od lodówki do kuchenki.
- Witająco-pożegnalny?- zapytała zdziwiona dopisujac coś do swojego zeszytu z nutami.
- Witajacy, Bo wracają po przerwie, A żegnając Bo wyprowadzają się ze swojego rodzinnego miasta Los Angeles. Ten koncert będzie wyjątkowy!- Laura odłożyła notatnik i przeniosła się z salonu do kuchni. Westchnęła głośno aby dac siostrze znak ze coś ja gryzie. Ness jednak nie zwróciła na to uwagi. Laura ponownie westchnęła. Wiedziała ze Ness wymięknie. Nie mylila się.
- No o co chodzi?- przewróciła oczami.
- Mogę lecieć z tobą? Raini pojechała na weekend do babci, a Matt ma jakiś mecz w innym mieście. Nie chce zostać sama- zrobiła smutną minkę.
- Oj młoda młoda!- westchnęła. - Kupiłam dwa bilety już dawno. Myślisz że zostawilabym Cię samą?- zaśmiała się Ness. Jednak Laurze się to nie spodobało.
- Niby czemu nie? Przecież jestem już pełnoletnia!- oburzyla się.
- I masz chlopaka! Ja jeszcze nie chce być ciocią!- Laura przewróciła oczami.
- Samolot mamy o 17. Jak się spoznisz to oddajesz mi hajs...-

- Ross! Nie zapomnij tabletek na gardło!- krzyknęła Rydel. W domu Lynch od kilku dni panuje napięta atmosfera. W końcu dzisiejszego wieczoru ma być ważny koncert. Po długiej, trudnej przerwie rodzenstwo Lynch oraz Ell pierwszy raz staną na scenie. Ross zszedł do kuchni. Co wcale nie było takie proste. Od kilku dni cały dom zagradzają różne pudła i meble owinięte w folię. W końcu już dzisiaj będzie spać w nowym domu. Dlaczego się wyprowadzają? By odciąć się od przeszłości. By zacząć na nowo.
W Kuchni siedziała jego mama i rozmawiała przez telefon. Gdy obok niej przechodził poczochrala go po jeszcze mokrych po prysznicu włosach. Ross wyciągnął z lodówki sok i opuścił kuchnie by iść do sali prób, gdzie czekało na niego rodzeństwo i Ell. Gdzy tam doszedł zaczęli grać. Muzyka. Muzyka to to co pomogło im wyjść z ciężkiego okresu w ich życiu. Dzięki niej znów zaczęli się uśmiechać i poradzili sobie ze wszystkim.

Po próbie Ross przygotowywał się do koncertu w swoim pokoju. Po prysznicu wybierał idealne ubranie na wieczór. Przyglądał się złotej koszulce, gdy usłyszał płukanie do drzwi. Po krótkim proszę do pokoju weszła Rydel.
- Możemy pogadać?- zapytała i usiadła na łóżku.
- Jasne.-
- Jak się czujesz?- zadała kolejne pytanie. Blondyn westchnął.
- Jestem przerażony, a jednocześnie szczęśliwy. Boję sie, a jednocześnie czuje ogromną ulgę. Cieszę się ze już jest po wszystkim.- Blondynka uśmiechnęła się. Spojrzała na półkę stojącą przy łóżku, na której leżało zdjęcie pewnej brunetki.
- Ty i Casydy nadal jesteście razem?- zapytała Rydel. Ross przypomniał sobie wakacje na których poznał Casydy. Dużo czasu minęło.
- Była tu tylko na wakacjach. Z resztą wtedy nie byłem sobą...- westchnął.
- Tyle się pozmienialo co? Gdyby Riker wtedy nie wrócił wcześniej do domu...- nagle wybuchnieła płaczem. Ross szybko ja przytulił.
-Ciiiiiii...- zaczą jej szeptać do uczą. - To już jest za nami. A teraz popraw makijaż i idziemy na scenę!- powiedział, wstał i wyciągnął do siostry rękę, którą ta po krótkim zastanowieniu uscisnela.
***********************************
A więc jest polog. Od razu mówię, ja wiem że prolog był nudny i wgl. ale prosze o wytrwałość myśle, że kolejne rozdziały bardziej przypadną wam do gustu. Prolog miał na celu przybliżenie charakteru głównych postaci.Starałam się uważać na błędy, ale jak coś to z góry przepraszam. Jutro dodam pierwszy rozdzial.




                                                 BOHATEROWIE!!!

                         
Laura. Ma starszą siostre  Vannese i najlepszą przyjaciółke Rani.
Ma też chłopaka Matta. Jest uzdolniona muzycznie i zaprzyjaźnia się z całą rodziną Lynchów. 
Ross. Wokalista i gitarzysta zespołu R5. Razem z rodzeństwem przeprowadza się do rodziców. Jest bardzo zżyty ze swoim przyjacielem Calumem. Jest w dziwnej relacji z Casydy.
Ness. Siostra Laury. Najwieksza fanka R5. Bardzo dba o siostre. Marzy o zostaniu fotografem.
Rani. Najlepsza przyjaciólka Laury. Jest beznadziejna w organizacji. Uwielbia fioletowy. Jest feministką, ale lubi przystojnych facetów. ( tak troche przeczy sama sobie od autora.)
Rydel. Siostra Rossa. Śpiewa i gra na keibordzie( nie wiem jak to się pisze xd) Zaprzyjaźnia się z Laurą, Rani i Ness. Zależy jej na braciach, choć często ma ich dość. Jest zakochana w Ell'u.
Riker. Brat Rossa i Rydel. Wokalista i basista zespołu. Jest Flirciarzem. Po pierwszym spotkaniu zainteresował się Ness.
Rocky. Gitarzysta i wokalista. Lubi się zabawić, ale nie ma przyjaciół, ponieważ uważa że ludzie są nie godni zaufania. Jego punkt myślenia zmienia się gdy poznaje pewną dziewczyne. Najbliższe mu osoby to rodzeństwo Calum , Ell, i wyżej wymienione  dziewczyny.
Ellington. Perkusista. Przyjaciel rodziny Lynchów i Marano+ Rani. Raczej nie zna się na firtowaniu, dlatego nie zauważa że ma swoją wielbicielke.( Rydel)
Calum. Przyjaciel rodziny. W duzej części opowiadania jest w innym mieście, gdzie pracuje na projektem. Ross często o nim mówi. Jest reżyserem. 

I inni:
Casydy
Matt








                 
                                                          ZACZYNAMY!!!
 Hejjjj mam na imie Agnieszka i ja jestem jedyną właścicielką bloga. Postaram się wrzucać coś jak najczęściej i mam ogromną nadzieje, że będziecie czytać i komentować opowiadanie. Z góry dziękuje i życze miłego czytania.Myśle że już dziś wrzucę PROLOG.